Przeskocz do treści

5

Na prośbę Maczety Ockhama zamieszczam krótki wpis o akustyce budynków. Poniższy wpis jest zaledwie wprowadzeniem do bardzo skomplikowanego tematu, który przez naszych projektantów i wykonawców jest zwykle ignorowany. Nie zawsze są spełniane nawet ustawowe normy, których to przestrzeganie, same w sobie, nie daje komfortu akustycznego. Pisać będę językiem potocznym, równocześnie upraszczając. Ten artykuł ma na celu jedynie przybliżenie tego tematu.

Czym jest dźwięk? Jest to wrażenie słuchowe spowodowane falą akustyczną rozchodzącą się w ośrodku sprężystym (ciele stałym, cieczy, gazie). Częstotliwości fal, które są słyszalne dla człowieka, zawarte są w paśmie między wartościami granicznymi od ok. 16 Hz do ok. 20 kHz. Czyli inaczej mówiąc dźwięk to są drgania, wibracje. Do wnętrza budynków mogą one docierać drogą powietrzną (muzyka, rozmowy itp.) jak i materiałową. Te ostatnie to głównie uderzenia w ściany i podłogi wewnątrz budynków czy wibracje pracujących maszyn, ale też ciężki ruch uliczny.

Temat akustyki w budynkach jest trudny, bo dotyczy różnych rodzajów dźwięków i różnych rodzajów jego przenoszenia. Kolejnym problemem w akustyce budynków jest to, że inaczej trzeba się bronić przed dźwiękami powstającymi wewnątrz budynku od tych powstających na zewnątrz. Dodajmy do tego jeszcze pogłos...

Tak jak przy innych elementach budynku dla jego akustyki najważniejsza jest lokalizacja. Następnie przemyślana konstrukcja i jakość jej wykonania. Dopiero na końcu znaczenie mają materiały, z których dom został wykonany.

Zabezpieczenie przed wysokimi dźwiękami przenoszonymi drogą powietrzną jest stosunkowo łatwe i tanie, nawet w już istniejącym budownictwie. Zabezpieczenie przed dźwiękami niskimi jest o wiele trudniejsze, zwłaszcza jeśli są one przenoszone przez elementy konstrukcyjne budynku. Tych niskich dźwięków wiele osób nie słyszy, ale nawet niesłyszalne źle wpływają na nasze samopoczucie, a nawet mogą być groźne dla zdrowia. Są to dźwięki materiałowe lub uderzeniowe. Łatwiej jest tłumić dźwięki w miejscu ich powstawania niż w miejscu gdzie przebywamy.

Dźwięki tłumi się na cztery sposoby. Blokując falę akustyczną szczelną przegrodą o dużej gęstości (gruby mur z żelbetonu), przestrzenią – pozwalając fali się rozproszyć (odległość, skrzynki rozprężne w wentylacji), tłumiąc falę dźwiękową za pomocą przegrody o skomplikowanej budowie (np. wełna mineralna), oraz za pomocą materiałów wibroizolacyjnych (guma, korek, styropian akustyczny).

Ta ostatnia metoda działa w zasadzie tylko w miejscu powstawania dźwięków. Co polega na mocowaniu urządzeń ruchomych (wiatraki, pompy, silniki) i instalacji (wentylacyjnych i kanalizacyjnych) za pomocą ogumionych uchwytów. Na tej samej zasadzie działają też podłogi pływające, czyli posadzki oddzielone za pomocą warstwy elastycznej izolacji od konstrukcji budynku. Tego typu dźwięki są stosunkowo łatwe do zneutralizowania przy budowie i praktycznie niemożliwe do pozbycia się bez generalnego remontu, oznaczającego zrywanie podłóg i wymianę instalacji. Dźwięki uderzeniowe bardzo dobrze i daleko rozchodzą się w materiale konstrukcyjnym (murach) domu.

Pierwsza metoda, czyli masywna przegroda ma kilka poważnych wad. Wymaga szczelności, czyli np. kładzenia zaprawy między pustakami zarówno pionowo jak i poziomo. Czyli profilowane pustaki przyśpieszające budowę są złym rozwiązaniem. Poważniejszym problemem jest to, że każde okno i drzwi znajdujące się w murze jest szczeliną akustyczną. Dzisiejsze standardowe okna mają realny wskaźnik izolacyjności akustycznej na poziomie poniżej 30 db. Najlepsze okna dźwiękoszczelne (bardzo drogie i ciężkie) dobijają do 40 db. Materiałami budowlanymi o najniższej izolacyjności akustycznej są pustaki gazobetonowe o gęstości 400 i grubości 24 cm oraz pustaki ceramiczne poryzowane o grubości 19 cm. Ich izolacyjność akustyczna to 40 db. Czyli najgorszy (akustycznie) mur i tak jest lepszy od najlepszego (akustycznie) okna. Najlepsze parametry akustyczne będzie miała ściana trójwarstwowa wykonana z silikatów i cegły klinkierowej, ocieplona wełną mineralną (suchy montaż), z zachowaną pustką powietrzną.

Kolejnym problem jest to, że ta metoda wymaga przegród o dużej gęstości. A więc ciężkich. W ostatnich wpisach o murach pisałem, czemu duża gęstość, a więc waga elementów murowanych jest wadą. Co jest szczególnie widoczne przy ściankach działowych. Normy wymagają aby izolacja akustyczna ścian działowych wynosiła 30-35 db, 40-45 db wg. norm podwyższonych. Realny komfort akustyczny na wypadek sąsiada urządzającego regularne dyskoteki to ponad 60 db. O ile 40 db łatwo osiągnąć ściankami o grubości 12cm z betonu komórkowego 700, lepszej akustycznie ceramiki (należy sprawdzać, są bardzo różne parametry), czy silikatów już o grubości 8 cm, to poziomu przekraczającego 60 db nie jest w stanie osiągnąć nawet ściana z silikatów o grubości 25 cm.

Jeśli chodzi o stropy, to dobre właściwości akustyczne mają stropy monolityczne żelbetowe i wykonane z płyt żerańskich (czyli też żelbetu), bardzo złe mają gęstożebrowe typu terivia. Nie tylko z powodu małej gęstości, ale nawet bardziej z powodu budowy – pustki w tych stropach działają jak pudła rezonansowe.

Druga metoda tłumienia hałasów, czyli przestrzeń, jest metodą najskuteczniejszą, najtańszą, ale najtrudniejszą w zastosowaniu. W odniesieniu do hałasów zewnętrznych wymaga cichej lokalizacji, z daleka od ruchliwych ulic, fabryk czy szkół. Najlepiej w otoczeniu zieleni. W obrębie budynku oznacza to przewidzenie miejsca dla instalacji wentylacyjnych tak, by zmieścić nie tyko tłumiki akustyczne ale i skrzynki rozprężne. Przede wszystkim polega na zaplanowaniu domu tak, aby pomieszczenia w których powstaje hałas (warsztat, pralnia itp.) były oddzielone od pomieszczeń wymagających ciszy (sypialnie, gabinet itp.) pomieszczeniami w których dopuszczalny jest umiarkowany poziom hałasu (część dzienna domu). Co w przypadku domu, który chcę postawić oznacza, że wszystkie pomieszczenia głośne (warsztat, siłownia itp.) będą w piwnicy, na parterze będzie część dzienna (salon, kuchnia, pokój gościnny, gabinet dla interesantów itp.), a sypialnie i pracownie będą na piętrze. Dodatkowo każde piętro będzie jeszcze przedzielone grubą ścianą nośną służącą też jako bariera akustyczna (np. oddzielająca sypialnie nasze od sypialni dzieci).

Trzecia metoda, czyli zastosowanie materiałów tłumiących jest stosunkowo tania, można ją wykonać już po wybudowaniu budynku, tylko wymaga od projektanta i wykonawcy dość dużej wiedzy. Może też łączyć funkcję bariery izolującej dźwięki i likwidującej pogłos w pomieszczeniach. Jej skuteczność zależy od zastosowania odpowiednich warstw o różnej charakterystyce. Najczęściej jest to połączenie wełny mineralnej z gipsem, czy to w postaci prasowanych płyt gipsu i wełny mineralnej, oraz ścianek „działowych” z płyt kartonowo-gipsowych wypełnionych wełną mineralną. Tak się izoluje ściany oraz sufity, z wełny mineralnej wykonuje się też tłumiki akustyczne do wentylacji oraz tłumi hałasy pochodzące z hydrauliki.

Wadą tej metody jest to, że złe wykonanie całkowicie zniweczy jej cel. Przykładowo ściany zewnętrzne ocieplone wełną mineralną metodą lekką suchą, z zastosowaniem pustki powietrznej, będą miały lepszą izolacyjność akustyczną jak sam mur. Ta sama wełna zamocowaną za pomocą metody lekkiej mokrej będzie pogarszać właściwości akustyczne muru. Drugim problemem jest to, że wełna mineralna (podobnie jak np. pianki akustyczne), skutecznie tłumi dźwięki wysokie, o krótkiej długości fali akustycznej. Słabo sobie radzi z dźwiękami niskimi, których fala dźwiękowa ma długość nawet 18m. Co m.in. oznacza, że skuteczny tłumik do wentylacji mechanicznej powinien mieć minimalną długość 18m. Z tego co wiem, jest taki jeden w Polsce. Zastosowano go w budynku NOSPR w Katowicach. Jeśli sprzedawca wciska nam głośną centralę wentylacyjną argumentując, że nie ma się co martwić, bo tani tłumik rozwiąże ten problem, to jest albo oszustem, albo jest niedouczony. Hałasy w wentylacji to temat, któremu w przyszłości poświęcę kilka wpisów.

Jeśli chcemy mieć cichy dom, to postawmy go w cichej okolicy, dobrze rozplanujmy przeznaczenie i położenie pomieszczeń również pod względem akustyki i w trakcie budowy zastosujmy materiały wibroizolacyjne w miejscach powstawania hałasu. Czyli przede wszystkim pływające podłogi i uszczelki wibroizolacyjne na maszynach i instalacjach. Będziemy mieli cichy dom, który możemy postawić z tanich materiałów. Inaczej trzeba będzie zastosować kosztowe rozwiązania tłumiące dźwięki, których skuteczność i tak będzie ograniczona.

Na koniec kilka linków w których można znaleźć dodatkowe informacje. Nie wdając się w szczegóły izolacyjność akustyczną dla celów projektowych podaje się za pomocą dwu parametrów. RA1R dla dźwięków wysokich i RA2R dla dźwięków niskich. Jeśli producent podaje te parametry w postaci RA1 lub RA2 (bez małego R), to należy odjąć 2 decybele. Z mojego doświadczenia wynika, że większość sprzedawców nie ma bladego pojęcia o akustyce, a jeśli już cokolwiek wie, to podaje parametry, które nie mają żadnego znaczenia dla akustyki.  Od sprzedawcy należy domagać się podania dwu parametrów - RA1 (lub Rw + C) oraz RA2R (lub Rw + Ctr).

Ciekawe linki:

http://www.inzynierbudownictwa.pl/technika,materialy_i_technologie,artykul,akustyka_scian_wapienno_piaskowych__silikatowych_,7959

http://www.grupasilikaty.pl/sciana-o-podwyzszonych-parametrach-akustycznych.php

https://www.solbet.pl/izolacyjnosc-akustyczna.php

http://wienerberger.pl/informacje/parametry-akustyczne-%C5%9Bcian-z-pustak%C3%B3w-porotherm

http://www.budujemydom.pl/sciany-wewnetrzne/9529-izolacyjnosc-akustyczna-scian-dzialowych

http://www.zawod-architekt.pl/artykuly/za43_okna.html

9

Maczeta Ockhama zamieścił duży i ciekawy komentarz pod jednym z wcześniejszych moich wpisów. Tak się rozpisałem w odpowiedzi, że wyszedł mi kolejny wpis. Przed przeczytaniem poniższego tekstu, warto się zapoznać najpierw z tym komentarzem.

Zrobiłem na razie bardzo wstępne wyliczenia co do źródła ciepła dla planowanego przez nas domu. Dla różnych opcji. Przy założeniu bufora ciepła, średniej klasy rekuperacji i żwirowego, gruntowego wymiennika ciepła. Z nich mi wyszło, że zapotrzebowanie roczne na ciepłą wodę użytkową będzie większe niż zapotrzebowanie na ogrzewanie. Liczyłem zarówno koszt paliwa, instalacji, konserwacji, jeśli potrzebne - koszt pomieszczenia na postawienie kotła. Uwzględniałem wymianę sprzętu co kilka lat, dość optymistycznie do trwałości sprzętu podchodząc.

Nie jest niczym dziwnym, że palenie śmieciami lub mułem węglowym wychodziło najtaniej. Niewiele drożej wychodzi samodzielnie suszone drewno. Węgiel dobrej klasy i pelety wychodzi kosztowo podobnie do gazu (gaz nie wymaga osobnego pomieszczenia i można zrezygnować z komina przy zamkniętej komorze spalania).

Największym szokiem dla mnie było, że koszt ogrzewania prądem w II taryfie wychodził zbliżony do kosztu ogrzewania węglem, gazem czy peletem. Przy rezygnacji z kaloryferów i przejściu na akumulacyjne, elektryczne ogrzewanie płaszczyznowe, prąd cenowo konkuruje z kupnem suszonego drewna, pozostawiając gaz i węgiel daleko w tyle. Gorzej to wygląda, jeśli się uwzględni, że stosując II taryfę mamy dużo droższy prąd w przeciągu dnia. Ale wspomagając się automatyką i przy drobnych zmianach w przyzwyczajeniach można to ograniczyć. Choćby przez włączanie pralki i zmywarki tylko w II taryfie.

Z pamięci, gdyż zgubiłem notatki, koszt ogrzewania i CWU prądem w II taryfie dla 288 m2 i 4 osobowej rodziny wychodził niespełna 3000 zł. Rocznie. Do tego inwestycja w grzałkę w wysokości około 500zł. Raz na dekadę. Pomieszczenie na kotłownię, komin i kocioł spełniający nowe wymagania to koszt minimum 18 000 zł. Węgiel dobrej jakości będzie kosztował nieco powyżej 1000zł rocznie. Zwróci się mniej więcej po 9ciu latach. Akurat na czas aby wymienić kocioł na nowy. Ten się zwróci szybciej, ale trzeciego kotła już raczej nie zdążę zamontować. Z racji wieku i chorób raczej nie będzie mi się już chciało bawić w palacza i zamontuję grzałkę elektryczną w buforze...

Zszokowanym cenami uświadamiam, że to nie jest błąd. W domu pasywnym roczny koszt ogrzewania i ciepłej wody jest standardowo niższy niż miesięczny koszt samego ogrzewania w domu postawionym w latach 90tych...

Wszelkie pozostałe rozwiązania do kupna „z półki” wychodziły dużo drożej. Skrajnie niekorzystnie wypada gruntowa pompa ciepła, z kosztem instalacji powyżej 40 000 zł i rocznym kosztem prądu w okolicy 500zł. Nie zwraca się nigdy. Kiepsko wypadają też próżniowe kolektory do grzania wody, czy standardowa powietrzna pompa ciepła (blisko 20 000 zł i 1000 zł za prąd). Od kolektorów próżniowych taniej wychodzą panele słoneczne.

Oczywiście to były bardzo wstępne obliczenia. Po skończeniu projektu domu dopiero będę liczył dokładne zapotrzebowanie na ciepło, na teraz nie wiem nawet jakie będziemy mieli uzyski ciepła z okien, a przy domach pasywnych to dużo zmienia. Zamierzam zrobić arkusz liczący mi zapotrzebowanie a więc i koszt ogrzewania w cyklu dziennym, a jeśli zdobędę odpowiednie dane – godzinowym. Przy odrobinie szczęścia dotrę do tego za rok. Teraz nie mam nawet czasu aby skończyć pisać cykl artykułów o ścianach dwuwarstwowych...

Mój pomysł na ogrzewanie jest taki, że bezpośrednio do bufora ciepła podpinam moduł zewnętrzny małej PPC, takiej do 7kw. To kosztuje poniżej 5000 zł. Do tego w buforze grzałka, kolejne 500zł. Pompę ciepła uruchamiam tylko w II taryfie. Co oznacza, że pompa będzie działać przez 10 miesięcy w roku. Może trochę dłużej przy dobrych warunkach klimatycznych. Czyli służy do produkcji CWU i dogrzewania w okresie przejściowym. Zamierzam na czerpnię pompy skierować wyrzutnie powietrza z wentylacji. Nawet pomimo rekuperacji i zmieszania z powietrzem atmosferycznym (z wentylacji będzie pochodzić około 40% powietrza potrzebnego pompie), co najmniej przez 10 miesięcy PPC będzie efektywnie działać w temperaturze powyżej 4 stopni. Dodatkowo zakładam, że pompa działa tylko do momentu, gdy COP jest korzystne. COP wynika z różnicy temperatur między górnym a dolnym źródłem ciepła. Przy różnicy 15 stopni cop to 7,5, przy różnicy 35 stopni cop to 3, przy różnicy 60 stopni cop jest poniżej 2. To uwzględnia prąd potrzebny dla pompy obiegowej, nie uwzględnia usuwania lodu z czerpni. Jeśli temperatura powietrza, pomimo podgrzewania powietrzem pochodzącym z wentylacji, spadnie poniżej 4 stopni, to pompa ciepła się wyłączy. Jej funkcję przejmie grzałka. To samo się stanie, jeśli różnica temperatur stanie się zbyt wielka (czyli powyżej 45 stopni), wtedy też się włączy grzałka. Co oznacza, że w okresie od kwietnia do października (średnia temperatura powietrza powyżej 8 stopni) PPC grzeje wodę w buforze do 55 stopni, z COP w okolicach 4. Zwykle w marcu i listopadzie będzie się opłacało podgrzać wodę PPC do około 40 stopni, a dopiero powyżej włączyć grzałkę. Grudzień, styczeń i luty – w tym okresie, przynajmniej przez część czasu, temperatury powietrza i tak przekroczą 4 stopnie, więc też będzie się opłacało użyć PPC i zagrzać wodę choćby do 40 stopni. Resztę dogrzeje się grzałką.

W ten sposób, roczny koszt ogrzewania po części PPC a po części grzałką, wszystko w II taryfie, powinien być niższy niż 1500zł. Przy koszcie inwestycji nieco ponad 5000zł, Do tego dojdzie raz w roku przegląd pompy za 150zł. Zero mojej pracy, pełna automatyka, będę mógł grzać dom nawet zdalnie.

Ponieważ ze względów estetycznych chcemy mieć w domu kominek/kozę pragnę ją wykorzystać jako awaryjne źródło ciepła. Mniej więcej raz dziennie będzie mi się chciało załadować kozę drewnem (bez dorzucania) i posprzątać potem popiół (odkurzacz centralny przy kozie). Tak aby przyjemnie zjeść kolację razem z rodziną. Koza wychodzi dużo taniej od kominka, udało się nam znaleźć ładny i niedrogi model o dobrej wydajności z płaszczem wodnym. Tak się składa, że jeden wkład do tego kominka pokrywa dzienne zapotrzebowanie na ciepło naszego domu nawet w okresie mocnych mrozów. Za drewno na 60 wkładów do kozy zapłacę około 200zł. Przy takim założeniu roczny koszt CO i CWU będzie poniżej 1000 zł. Koszt kozy, komina, miejsca na kozę, instalacji itp. wyniesie 10 000zł. Czyli w stosunku do PPC + grzałka będzie się zwracać 20 lat. Ekonomicznie mało sensowne, ale jak piszę – kominek w salonie jest jednym z powodów, dla którego chcemy się przeprowadzić do domu. Nie rozpatruję tego tylko w kategoriach opłacalności. Dodatkowo taki kominek jest zabezpieczeniem na wypadek dłuższego okresu bez prądu.

Co do pieca zewnętrznego i murowanego bufora. Z piecem poza domem wiąże się spora niewygoda – aby do niego dorzucić, trzeba się ubrać i wyjść na mróz. Zdecydowanie wolę rozwiązania bezobsługowe, albo takie, których obsługa jest dla mnie formą rozrywki. Przy powyższych założeniach opłacalność takiego pieca będzie dla mnie znikoma. Ale któremuś z czytelników takie rozwiązanie może się opłacać – np. jako piec na zewnętrznej ścianie domu, służący też jako grill i wędzarnia. Problem w tym, że taki piec jako źródło ciepła nie zostanie dopuszczony przy odbiorze domu. Murowany bufor ciepła też. Bo nie ma pieczątki UDT. Jest problem z odbiorem samodzielnie wykonanych klasycznych buforów ciepła.

Osobiście znam przypadek, kiedy odmówiono odbioru domu w którym był piec gazowy z zamkniętą komorą spalania. Gdyż w domu nie było komina. Zgodnie z przepisami rurę czerpni/wyrzutni pieca z zamkniętą komorą można wyprowadzić bezpośrednio przez ścianę (byle daleko od okien). Ale kretyn, który to odbierał dom uparł się, że ma być komin. Przepisy nieistotne, projekt do kosza, komin ma być, bo jak jest piec gazowy to ma być komin i dyskusji nie ma. Znajomi zainstalowali zewnętrzny komin stalowy, dłuższy niż dopuszczalny dla tego modelu pieca – ale to już kretynowi nie przeszkadzało, bo miał swój ukochany komin. Instalacja komina była tańsza i dużo szybsza niż sądzenie się z głupkiem.

Na odbiór pieca zewnętrznego i murowanego bufora nie ma w Polsce szans. Znaczy jak się trafi na w miarę przyjaznego inspektora, to on to wpisze piec jako grill zewnętrzny a bufor jako akwarium dla ryb głębinowych, ale oprócz tego trzeba będzie zainstalować jakieś inne źródło ciepła tylko na odbiór. Co raczej całkowicie zniweluje sens ekonomiczny takiego przedsięwzięcia.

Chciałbym zainstalować PV. Niestety, obecnie rządzący postanowili, że Polska węglem stoi, w wyniku czego obecnie instalowane przez konsumentów instalacje PV nie mają szans się zwrócić. System obecnie polega na tym, że oddaje się do sieci prąd produkowany w trakcie szczytu (a więc najdroższy), co dla sieci przesyłowych i zakładów energetycznych jest tak niekorzystne, że w zamian za to oddadzą 80% prądu produkowanego poza szczytem. Taniego, czasami wręcz o ujemnej wartości. Biorąc pod uwagę, że w Polsce cena prądu to tylko połowa całkowitej faktury, realnie odzyskuje się 40% wartości oddanego w czasie szczytu prądu. Inaczej mówiąc, każdy kto oddaje do sieci choć kilowat prądu jest kimś pomiędzy frajerem a ofiarą grabieży. Co powoduje, że sens ma instalowanie tylko instalacji, których szczytowa produkcja prądu jest w całości wykorzystywana w budynku. Czyli jeśli nie używasz klimatyzacji, to instalacja jest tak mała, że koszty inwertera, mocowań, pracy itp. są dużo wyższe niż koszty samych paneli PV.

Jest szansa, że jak zacznę budowę domu, to zasady zmienią się na sensowniejsze. Albo ceny baterii spadną na tyle, że będzie się opłacało z nich skorzystać. Na chwilę obecną bardziej się opłaca postawić w piwnicy agregat na ropę. Albo na muł węglowy – obecne dokonania ministrów Tchórzewskiego i Szyszki sugerują, że takie agregaty mają szanse na solidne dofinansowanie ze strony państwa.

Ogrzewanie całkowicie powietrzne właśnie rozważam. Konkretniej nagrzewnica w kanałach wentylacyjnych, w salonie klimakonwektor, także do ewentualnego chłodzenia. W kilku pomieszczeniach w piwnicy (warsztat, siłownia, chłodnia) także klimakonwektory. W piwnicy będę utrzymywał niższą temperaturę niż w reszcie domu, tylko czasami i na krótko będę potrzebował podgrzać (lub schłodzić) te pomieszczenia. Klimakonwektory świetnie się do tego sprawdzają. Do tego ręcznikowce i być może ogrzewanie podłogowe w łazienkach. Jeśli się zdecydujemy na maksymalnie tanią inwestycyjnie instalację grzewczą, to będzie się ona składała ze żwirowego, gruntowego wymiennika, następnie rekuperatora, a potem grzałki elektrycznej. Oraz mat grzewczych elektrycznych w łazienkach.

9

Dziś pora aby wrzucić na bloga kilka szkiców budynku.

Zanim doszliśmy to docelowej koncepcji rozważaliśmy kilka innych rozwiązań. W tym dom całkowicie parterowy, w kształcie litery L. Szacunkowy koszt budowy takiego domu jednak całkiem nas zniechęcił. Na wczesnym etapie rozważań odpadło też kilka innych pomysłów.

Dość długo trwały prace nad projektem, który prezentuję poniżej. To już była koncepcja zakładająca budowę domu pasywnego, z przeszkleniami skierowanymi na południe, jednym pionem instalacyjnym. Miał mieć okap i balkony jako ochronę przed przegrzewaniem w lecie. W kształcie był to prostokąt z dwoma ściętymi rogami. Ogrzewany gazem.

Szkic wczesnej koncepcji domu
Wczesna koncepcja, widok od frontu
Widok od tyłu - wczesna koncepcja
Wczesna koncepcja, widok od tyłu

Rogi budynku były ścięte, gdyż wybrana przez nas działka jest długa i wąska, ustawiona na linii północny zachód - południowy wschód. Aby zmieścił się na niej budynek z frontem skierowanym na południe, trzeba go postawić nieco na ukos od osi działki. W takim ustawieniu mieści się tylko typowa kostka, albo dom o prostokątnej podstawie, ale ze ściętymi rogami. Ścięcie północno – zachodniego rogu pozwalało nam też na uzyskanie ściany bez przeszkleń – czyli takiej którą można postawić w odległości 3 metrów od granicy działki.

Po przeliczeniu kosztów budowy balkonów i okapów postanowiliśmy z nich zrezygnować. Duży taras i bardzo duży ogród spokojnie zastępują balkon. Do ochrony przed przegrzaniem o wiele lepiej sprawdzają się tańsze rolety i markizy. Celowość istnienia okapu jest dyskusyjna, a wzrost kosztów oczywisty. O okapie będzie jeszcze osobny wpis.

Stara bryła pozbawiona balkonów i okapu wyglądał po prostu paskudnie. Ścięte rogi utrudniały aranżację wnętrza, a cała konstrukcja niezbyt spełniała wymogi prostoty.

W końcu doszliśmy do idei domu na planie sześciokąta nieforemnego, rozciągniętego na linii wschód – zachód. To zaledwie koncepcja jak ma wyglądać bryła budynku. Docelowy projekt będzie się różnić w wielu szczegółach, takich jak układ okien wygląd podmurówki, czy elewacji.

Szkic frontu domu
Szkic tyłu domu

Jak widać, jest to jeszcze bardzo surowy szkic domu. Nie jest pokazany taras od frontu z konstrukcją do rozciągania markizy na lato. Nie ma schodków prowadzących do drzwi wejściowych. Brak komina i wielu innych szczegółów. Ale pozwala się zorientować, jaki dom chcemy postawić.

Rozważamy jeszcze wersję domu bez piwnicy, za to z poddaszem użytkowym, spełniającym rolę magazynowo – warsztatową. W takim wypadku piętro będzie zaczynało się tuż nad ziemią, a nie podniesione na wysokość 1 m. Znacznemu podwyższeniu ulegną też ściany kolankowe i szczytowe. Z różnych względów wolimy jednak piwnicę, o ile strych nie okaże się zdecydowanie tańszy, zostaniemy przy pierwszej koncepcji.

Możliwe, że od strony północnej pojawi się wiata w postaci konstrukcji samonośnej. Będzie służyła jako osłona schodów wejściowych przed warunkami atmosferycznymi i równocześnie – jako duży balkon.

Plan domu na podstawie sześciokąta ma kilka zalet i dwie wady. Wadą są dwa dodatkowe rogi (sześć zamiast czterech) i nieco trudniejsza aranżacja wnętrza. Jak pisałem wcześniej, ze względu na ukształtowanie działki i tak musielibyśmy ściąć dwa rogi domu.

Zalety to wygląd bryły, łatwiejsza, bo w pełni symetryczna konstrukcja domu (w stosunku do ściętych rogów a nie budynku na planie prostokąta) i przede wszystkim – ekspozycja aż 3 ścian na promienie słoneczne. W polskich warunkach dodatni bilans energetyczny mają szyby skierowane na południe, południowy wschód i południowy zachód. Zwiększyliśmy też objętość domu, zmniejszając jego obwód. Dwa ostatnie czynniki powinny dodatkowo obniżyć koszty ogrzania naszego domu.

12

W poprzednich wpisach napisałem czemu chcemy budować dom w Bieszczadach i jakie ma spełniać założenia. W poniższym wpisie skonkretyzuję jakie pomieszczenia są nam potrzebne, czyli jaką ma mieć powierzchnię. Napisałem już czemu nie chcemy domu wg gotowego projektu. Zapoznanie się z tym wpisem wyjaśni, dlaczego chcemy dom duży, z piwnicą, bez poddasza użytkowego, garażu w bryle itp. W skrócie – projektuję dom pod potrzeby mojej rodziny, a nie wygodę architekta lub aktualną modę.

Jakiego domu potrzebujemy? Dużego, taniego i łatwego w utrzymaniu. Z dużym ogrodem. I przede wszystkim – bardziej atrakcyjnego niż nasze dotychczasowe mieszkanie w Krakowie. Brak smogu i piękne widoki rekompensują nam ograniczony dostęp do znajomych, rozrywki i pracy. Prawie. Aby wydać naprawdę spore pieniądze na postawienie domu, musi on być lepszy, większy i wygodniejszy niż mieszkanie.

Mamy teraz mieszkanie o wielkości 64 m2, bardzo dobrze rozplanowane. Projekt zdobył nominacje Muratora w konkursie na Remont Roku. Dwie sypialnie, salon z aneksem kuchennym, gabinet, łazienka i korytarz. Przy remoncie przesuwaliśmy ściany aby osiągnąć maksymalne wykorzystanie przestrzeni. Do tego dochodzi 16 m2 piwnicy i 32 m2 strychu (efektywnie jakieś 20 m2). Wspólna klatka schodowa to zaoszczędzone miejsce na schody i wiatrołap. Standardowy dom o powierzchni 120 m2 nie dodał by nam efektywnie nawet metra przestrzeni życiowej. Do takiego domu nie ma sensu się przeprowadzać.

Mieszkaliśmy przez kilka lat w 33 m2 (+ 8 m2 piwnicy). Do przeżycia dużo przestrzeni nie potrzeba, ale mieszkanie w ciasnocie ma różne negatywne konsekwencje, nie tylko brak komfortu. Przestrzeń mieszkalną podzieliłem, dla wygody, na konieczną – minimum wymagane by mieszkanie spełniało swoją funkcję, przestrzeń komfortu – przydatna i podnoszącą jakość naszego życia, oraz fanaberie – przestrzeń służąca tylko do rozrywki.

Nasza sypialnia, o powierzchni 12 m2 to pomieszczenie konieczne. W wersji 15-16 m2 wraz z prywatną, 4 metrową łazienką to już wersja komfortowa. Dwie dodatkowe sypialnie, każda o powierzchni 12 do 14 m2 to konieczność. Wiatrołap, 2 m2 minimum, w wersji komfortowej, z szafą na odzież wierzchnią i szerokim korytarzem to już co najmniej 4 m2. Najmniejsza w miarę wygodna kuchnia ma 8 m2, ale oboje z żoną lubimy gotować, często razem. Dla komfortu potrzebujemy 12 m2, najlepiej z małą podręczną spiżarnią – kolejne 2 metry kwadratowe. Salon połączony z jadalnią musi mieć minimum 15 m2, a komfortowy 30 m2. Na każdym piętrze będzie korytarz i schody. Wąskie i niewygodne zajmą 8 m2 na piętro, wygodne 12 m2. Razem jakieś 36 m2 na komunikację.

Miejsce pracy Mojej Pani – czyli pracownia, to przynajmniej 10 m2, wskazane bliżej 16 m2. Mój gabinet to 8 do 12 m2. Dla nas to bardziej konieczność niż komfort - będziemy pracować głównie w domu. Ubikacja na parterze, dla odwiedzających nas klientów to też konieczność i kolejne 2 m2. Wersja z prysznicem podniesie komfort, a to tylko 4 m2. Do tego dochodzi główna łazienka, z wanną 6 do 8 m2. Garderoba to 4 m2. Pomieszczenie techniczne na kotłownię zajmie od 4 do 12 m2, w zależności od wybranego rodzaju ogrzewania. Schowek/magazyn, to minimum 10 m2, komfortowo 20 m2. Dwa ostatnie pomieszczenia mogą być w piwnicy.

Jak by nie liczyć wersja minimum to 130 m2. Jak pisałem wcześniej – bez sensu jest dla nas przeprowadzanie się do takiego domu. Potrzebujemy czegoś ekstra.

Komfort to przede wszystkim powiększenie pomieszczeń koniecznych powyżej absolutnego minimum. Oraz dodanie kilku ekstra. Te pomieszczenia to pralnia z suszarnią (6 m2), mój warsztat (10 m2), „zimna spiżarnia” (6 m2), pokój gościnny (10 m2) i siłownia (16 m2). Z wyjątkiem pokoju gościnnego wszystkie mogą być w piwnicy. Część osób zaliczyło by pewnie pokój gościnny i siłownię do fanaberii, dla nas to są jednak pomieszczenia potrzebne, do regularnego wykorzystywania. Siłownię już teraz mam w piwnicy w bloku, nie lubię korzystać z siłowni publicznych. Spodziewamy się też częstych odwiedzin gości.

Fanaberii jest dużo, ale z większości z nich będziemy musieli zrezygnować. Nie będzie ogrodu zimowego na poddaszu i raczej nie będzie przylegającego do parteru. Rezygnujemy z drogich balkonów, wystarczy nam taras i ogród. Zapominamy też o sali projekcyjnej, salonie z grami (bilard, ping-pong czy planszówki), jacuzzi, osobnej bibliotece. Pomarzyć można, ale konto w banku nie pozwala.

Z dużym prawdopodobieństwem pojawi się za to sauna, którą będziemy w stanie, niskim kosztem, zbudować w piwnicy (8 m2). Podobnie tania będzie pustka nad częścią salonu z małą galerią (7 m2). Chłodnia w piwnicy (6 m2), samodzielnie wykonana wg własnego pomysłu powinna być tania zarówno w utrzymaniu jak i budowie, a do tego przydatna. Zostawimy też w piwnicy jedno pomieszczenie niewykorzystywane, około 12 m2. W najgorszym przypadku będzie dodatkowym magazynem, w najlepszym zmieni się albo w pokój odsłuchowy, albo ciemnię fotograficzną. Zwłaszcza to drugie rozwiązanie jest dość prawdopodobne.

Sumując, dom komfortowy dla nas będzie musiał mieć powierzchnię przynajmniej 160-170 m2 na parterze i piętrze, do tego 80-90 m2 piwnicy. Około 85 m2 na każdą kondygnację. Większy od standardowo teraz stawianych domów, ale głównie ze względu na piwnicę. Ze wstępnych projektów wychodzi mi, że spokojnie byśmy zagospodarowali ponad 100 m2 piwnicy. Czy taki dom będzie drogi w budowie i utrzymaniu? Jeżeli zbudowany zostanie głupio to będzie drogi, jeśli rozsądnie to będzie tańszy w utrzymaniu niż dom 120 m2 wg typowego projektu i tylko nieznacznie od niego droższy w budowie.

Jak już wcześniej pisałem, koszt budowy i utrzymania przez pierwsze 7 lat sumuję, aby porównać który dom będzie rzeczywiście tani. Najwyższe koszty utrzymania domu generuje ogrzewanie, w tym ciepła woda użytkowa, poważnym wydatkiem jest też prąd oraz woda wraz ze ściekami. Tak się składa, że zmniejszenie kosztów tych mediów to cel budownictwa pasywnego i autonomicznego. Wybudowanie domu w standardzie domu pasywnego jest tylko o kilka procent droższe niż zwykłego, zgodnego z obecnymi normami. A i to tylko wtedy, jeśli szaleje się z ekologią i do domu pasywnego zakłada gruntową pompę ciepła i próżniowe kolektory słoneczne. Bez popadania w przesadę dom pasywny jest tańszy w budowie od standardu. Dom autonomiczny jak na razie jest dużo kosztowniejszy w budowie, ale niektóre z jego elementów można drobnym kosztem zaadoptować do domu pasywnego.

Budowa domu taniego w utrzymaniu nie jest więc kwestią kosztów tylko kwestią mentalności. Po części jest to spowodowane niewiedzą, po części fałszywymi informacjami i półprawdami rozpowszechnianymi przez sprzedawców różnych urządzeń i materiałów. A w dużej części czystą głupotą. Trochę jak w powiedzeniu: Czemuś biedny? Boś głupi. Czemuś głupi? Boś biedny...

Gdzie można zaoszczędzić na budowie domu nie obniżając sobie komfortu mieszkania i nie zwiększając kosztów utrzymania w przyszłości? Najpierw trzeba sobie uświadomić jakie elementy wpływają na koszt domu.

Pierwszym kosztem który ponosimy przy budowie domu jest zakup działki. Jeśli na koszt działki patrzysz tylko przez cenę ara, toś głupi. Jeśli postawiłeś sobie „domek na prerii”, z dala od cywilizacji, to wszelkie oszczędności na cenie ara szybko stracisz wydając pieniądze na dojazdy po wszystko. Do pracy, na zakupy, do szkoły, po każdą możliwą rzecz czy usługę. A po pierwszej zimie zaczniesz żywić gorącą nienawiść do śniegu. Jeżeli w pobliżu działki nie ma potrzebnych Ci mediów, będziesz musiał je dociągnąć co jest kosztowne lub zastosować alternatywne rozwiązania, z zasady drogie. O ewentualnych problemach z sąsiadami którym niekoniecznie będzie się podobało przekopywanie ich działek tylko po to byś miał bieżącą wodę nie warto mówić. Brak wygodnego dojazdu do działki oznacza, że ciężki sprzęt nie będzie mógł na nią wjechać. Będziesz musiał zastosować droższe rozwiązania i więcej zapłacisz robotnikom za przenoszenie materiałów. Zły kształt działki uniemożliwi skierowanie frontu domu na południe. Czyli tej ściany która powinna mieć najwięcej przeszkleń. A słońce to darmowe źródło ogrzewania i oświetlenia. Kiepskie warunki gruntowe podnoszą koszt prac przy fundamentach, mogą uniemożliwić budowę piwnicy. No chyba że lubisz mieć w domu pleśń...

Dla uproszczenia przyjmijmy dla dalszych rozważań, że wszystkie konieczne media znajdują się „w drodze” lub wręcz w obrębie samej działki. Jest dobry dojazd do niej, a ukształtowanie działki warunki gruntowe są co najmniej przyzwoite.

Kolejnym kosztem przy budowie domu jest papierologia. Od projektu zaczynając, przez pozwolenia, na odbiorach kończąc. Teoretycznie można zaoszczędzić na projekcie, bo pozostałe opłaty „za papier” są w miarę stałe. Projekt gotowy kosztuje dużo mniej niż indywidualny, ale jeśli zechcesz cokolwiek w nim zmienić i tak trzeba będzie za to zapłacić osobno. W niekorzystnej wersji może się okazać, że po podliczeniu wszystkich dodatkowych płatności projekt gotowy kosztował niewiele mniej niż robiony indywidualnie. Projekt indywidualny pozwala dokładnie dopasować dom do naszych potrzeb i daje szansę na wybranie bardziej dla nas opłacalnych rozwiązań budowlanych. Kupując projekt gotowy warto dogłębnie przemyśleć, czy akurat dokładnie taki dom chcemy mieć.

Co w domu kosztuje mało? Materiał na mury, stropy, dach, fundamenty i ocieplenie. Oczywiście można wybrać materiały które są drogie, ale sprawdzone i dobre, tradycyjne materiały są relatywnie tanie. Droga jest robocizna i różnego rodzaju „galanteria” budowlana. Co oznacza, że im prostsza jest bryła budynku, tym mniej robocizny i galanterii. Dom na planie prostokątu kosztuje o wiele mniej niż dom o takiej samej powierzchni ale skomplikowanej bryle. Tak przy okazji – dom o prostej bryle ma mniej mostków termicznych i jest tańszy w utrzymaniu. Prosta bryła to też brak loggii i balkonów. Ewentualnie zastąpienie ich balkonami francuskimi.

Dużą oszczędność daje zastosowanie elementów prefabrykowanych. Trochę w materiale, dużo w kosztach robocizny oraz w czasie budowy. Zwykle elementy prefabrykowane mają też wyższą jakość wykonania niż te budowane na miejscu. Tylko że elementy prefabrykowane wymagają zastosowania ciężkiego sprzętu i nie nadają się do budynków o skomplikowanej geometrii. Stosowanie prefabrykatów to kolejny element kumulujący korzyści wynikające z wyboru dobrej działki i prostej bryły budynku.

Dach może być tanim elementem budynku, kosztującym ledwie kilkanaście tysięcy złotych, jeśli ma prostą budowę. Każda dodatkowa krawędź dachu, każda lukarna, okno itp. znacząco podnosi jego koszt. Prosta bryła budynku połączona z prostą bryłą dachu oznacza tani w budowie dach. Tańszy i łatwiejszy w utrzymaniu także. Materiał pokryciowy dachu ma oczywiście duże znaczenie, blachodachówka jest dużo tańsza niż dach ze strzechy. Wersja budynku z piętrem i poddaszem nieużytkowym jest tańsza w budowie i dużo tańsza w utrzymaniu, niż poddasze użytkowe. Ale aby to wytłumaczyć potrzeba kilku wpisów poświęconym dachom i poddaszom, na razie przyjmijcie to na wiarę. 🙂

Najtańsza ściana o dobrej izolacyjności to ściana dwuwarstwowa ocieplona styropianem i wykończona metodą lekką mokrą. Czyli tynkiem cienkowarstwowym. Głównie ze względów estetycznych stosuje się inne rozwiązania, takie jak ściany trójwarstwowe wykończone cegłą klinkierową czy dwuwarstwowe wykończone metodą lekką suchą, czyli jakąś elewacją jak deski czy kamień. Ze względów ekonomicznych wybieram metodę lekką mokrą, choć mam zamiar nieco „oszukać” przy wyglądzie elewacji.

Drogim elementem domu są kominy, zwłaszcza jeśli są murowane w sposób tradycyjny. Ponadto podnoszą koszt wykończenia dachu. Jeśli zrezygnujemy na etapie projektu z wentylacji grawitacyjnej, zastępując ją mechaniczną, oszczędzimy na budowie kominów. Co najmniej tyle, by z nawiązką wystarczyło na instalację wentylacji mechanicznej. Z rekuperacją. Pozwalającej oszczędzić na ogrzewaniu, chłodzeniu i likwidującej większość problemów z wilgocią w domach. Z kominów dymowych i spalinowych nie da się zrezygnować, no chyba że zrezygnujemy z kotłów na paliwo stałe, gazowe lub płynne.

Kolejnym drogim elementem budynku są instalacje. Wodne, kanalizacyjne, c.o., elektryczna i wspomniana już wentylacja. W projektach gotowych, pomijając najmniejsze powierzchniowo domy, regułą są dwa lub nawet trzy piony wodno-kanalizacyjne. Dobre przemyślenie układu pomieszczeń pozwala na redukcję ilości pionów. Do jednego.

Instalacja centralnego ogrzewania też jest droga, ale na kilka sposobów można zmniejszyć jej koszt. Ogrzewanie jest jednym z najważniejszych kosztów zarówno przy budowie jak i utrzymaniu domu. Poświęcę kilka, jeśli nie kilkanaście wpisów tylko sprawie ogrzewania, nie sposób go choćby naszkicować w krótkim akapicie. Na teraz wystarczy wspomnieć, że dom w standardzie pasywnym ma kilka ciekawych i znacznie tańszych od standardowych sposobów ogrzewania. Takich z gatunku zaoszczędzenia 30 000 do 50 000 w trakcie budowy i kolejnych 3 000 do 5 000 rocznie na ogrzewaniu. Równocześnie.

Instalacja elektryczna jest droga, głównie w robociźnie. Ale i na niej można sporo zaoszczędzić odpowiednio ją projektując. W przypadku dużych domów zastosowanie automatyki pozwala zaoszczędzić m.in. dzięki zastosowaniu cienkich i tanich kabli sygnałowych, zwłaszcza jeśli od razu połączy się instalację elektryczną z systemem alarmowym. Dodatkowo automatyka znacząco podnosi komfort użytkowania domu, a spięta w system inteligentnego domu pozwoli nieco zaoszczędzić na kosztach prądu i ogrzewania, podnosząc przy tym bezpieczeństwo.

Co zostało? Okna. Drogie, dużo droższe od otaczających ich murów. Też temat wymagający kilku wpisów, zwłaszcza przeliczenie bilansu cieplnego może prowadzić do ciekawych rozwiązań. Z których wynika, że szyba o gorszej izolacyjności może mieć lepszy bilans cieplny niż droższa o wyższych parametrach. Zastosowanie fixów (szyba - przeszklenie zamocowane na stałe), rezygnacja z nawietrzników dzięki zastosowaniu wentylacji mechanicznej itp. pozwalają całkiem sporo zaoszczędzić na oknach.

Podsumowując, dom tani w budowie to dom o prostych kształtach, w miarę możliwości na planie prostokąta, bez balkonów. Z prostym jedno lub dwuspadowym dachem bez okapu, nad poddaszem nieużytkowym. Wyposażony w wentylację mechaniczną, dobrze ocieplony, większość przeszkleń mający skierowanych na południe. Najlepiej z jednym pionem wodno-kanalizacyjnym i systemem inteligentnego budynku.

Dość dokładnie powyższy opis zgadza się z wymogami domu pasywnego. Zapewne dlatego w wielu krajach zachodniej Europy budowa domu pasywnego jest tańsza od budowy domu tradycyjnego. W Polsce tak nie jest z dość dziwnych przyczyn, na czele których stoi chciwość i głupota, będę o tym pisać więcej w przyszłości.

Porównując różne rozwiązania konstrukcyjne, czy materiały budowlane, przydatnym jest zastosowanie jakiegoś systemu kryteriów. Parametrów które są ważne dla mnie. Przykładowo akustyka jest dla nas bardzo ważna, gdyż zarówno Moja Pani jak i ja posiadamy bardzo czuły słuch. Większość ludzi nie wierzy nam, że słyszymy pewne dźwięki. A skoro ich „nie słyszymy” to tym bardziej one „nie mogą” nam przeszkadzać. Z naszego punktu widzenia większość światowej populacji jest zwyczajnie głucha. Dla nas akustyka jest o wiele ważniejsza niż dla większości ludzi.

Wybrane rozwiązania będę oczywiście porównywał między sobą, ale i do najbardziej rozpowszechnionego. Przykładem takiego typowego rozwiązania w budownictwie jednorodzinnym jest strop typu Teriva. Bo „tani”. Nie będę też opisywać wszystkich, a jedynie te mnie interesujące, co najwyżej wspomnę o innych możliwościach.

Zdaję sobie sprawę, że na ostateczny koszt, komfort i bezpieczeństwo domu projekt ma często większy wpływ niż wybrany materiał budowlany. Oraz to jak poszczególne elementy się ze sobą łączą. To też będę się starał uwzględnić i opisać.

Koszt rozwiązań będę starał się oszacować w taki sam sposób. Czyli jeśli wycenię dach z blachodachówki używając wybranego kalkulatora budowlanego, to koszt dachu z dachówek ceramicznych oszacuję używając tego samego kalkulatora. Wiem, że nie będzie to oszacowanie dokładne, ale pozwoli mi porównać koszty.

Po tym przydługim wstępie przejdźmy do kryteriów. Podstawowym będzie koszt, a precyzyjniej różnica kosztów rozwiązań alternatywnych, wpływający mniej więcej w 50% na moją decyzję. Przy elementach tanich, lub gdy różnica kosztów jest minimalna, znaczenie tego kryterium będzie spadać. Do kosztów zaliczam zarówno cenę materiałów, robocizny jak i siedmioletniej eksploatacji. Siedem lat to akceptowalny dla mnie czas oczekiwania na „zysk z inwestycji”, czyli np. z dodatkowego ocieplenia domu.

Trwałość rozwiązań oraz koszt ich eksploatacji w kolejnych 23 latach ma dla mnie wagę 10%. Staram się oszacować jakie jest prawdopodobieństwo, że po upływie kilku lub kilkunastu lat będę musiał jakiś element lub urządzenie wymienić, jak bardzo będzie to kłopotliwe i ile będzie mnie to kosztowało. Dorzucam do tego jedną trzecią kosztu eksploatacji (nie licząc wymiany/naprawy) między 8 a 30 rokiem użytkowania domu.

Kolejnym kryterium jest bezpieczeństwo, któremu nadaję wagę 10%. Z góry odrzucam wszystkie rozwiązania, które uznam za zbyt groźne dla domu i jego mieszkańców. Instalacja elektryczna, bez zabezpieczeń i „połatana sznurkiem”, choć niewątpliwie tania, nie stanie w szranki z instalacją zrobioną zgodnie ze sztuką... Przy ocenie bezpieczeństwa biorę pod uwagę zarówno prawdopodobieństwo niebezpiecznego zdarzenia jak i jego wpływ. W ramach tego kryterium jest też łatwość poradzenia sobie z jakąś katastrofą. Znajdzie się tutaj alternatywne źródło ciepła w razie awarii głównego, studnia z której będziemy czerpać wodę na wypadek awarii wodociągu, agregat do produkcji prądu itp.

Czwartym kryterium jest komfort, też w przybliżeniu odpowiadający w 10% za ostateczną decyzję. W ramach tego kryterium ujmuję nakład mojej przyszłej pracy przy utrzymaniu domu, ciszę, komfort cieplny, ergonomię itp. Podobnie jak przy bezpieczeństwie, pewne bardzo niewygodne dla mnie rozwiązania są z góry dyskwalifikowane. Piec typu „śmieciuch” jest niewątpliwie najtańszym źródłem ogrzewania, ale nie mam zamiaru dokładać do niego polan co kilka godzin. Dodatkowa praca na etacie palacza zupełnie mnie nie pociąga.

Kolejne kryteria mają już mniejsze znaczenie i każdemu z nich nadaję wagę około 5%. Zacznijmy od szybkości i łatwości budowy. Dom będziemy budować w Bieszczadach, mieszkamy teraz w Krakowie, dojazd zajmuje 4 do 5ciu godzin. Doglądać budowę będę mógł w ograniczonym zakresie, będę obecny tylko przy najważniejszych elementach. Dlatego preferuję rozwiązania szybkie w budowie, przy których trudno popełnić błędy. Zwykle oznacza to elementy prefabrykowane.

Podatność modernizacyjna. Dom stawia się na lata, sam zamierzam przemieszkać w nim ze 40 lat, liczę że moi potomkowie będą w nim żyli znacznie dłużej. Niektóre stosowane dziś rozwiązania za 20 czy 50 lat będą już zupełnie archaiczne. Chciałbym, aby dom w razie potrzeby dało się w miarę łatwo i tanio zmodernizować. Oraz aby możliwa była zmiana przeznaczenia pomieszczeń, czy nawet przestawienia ścian działowych, bez konieczności wzmacniania stropu i fundamentów.

Estetyka nie jest bez znaczenia. Chciałbym aby dom wyglądał ładnie, unikając przy tym chwilowych mód, które po kilku latach staną się symbolem obciachu. Jestem gotów wydać trochę więcej aby osiągnąć ten efekt. Moim celem jest też wpasowanie domu w lokalny styl architektoniczny, w większym stopniu niż wymaga tego plan zagospodarowania przestrzennego. Estetyka to kwestia gustu, ale podstawowe zasady doboru proporcji, kolorów, materiałów wykończeniowych, wpasowania w okolicę są dobrze znane, niemal matematycznie. Gdyby w przyszłości sprzedaż domu okazała się konieczna, to właśnie estetyka będzie jednym z ważniejszych składników ceny. Ludzie kupują oczami.

Ostatnie 5% zostawiam sobie na czynniki pozostałe, trudne do precyzyjnego określenia. Dom stawia się na kilkadziesiąt, a nawet kilkaset lat, sprawdzone i przetestowane w długim okresie rozwiązania są dla mnie atrakcyjniejsze, nie chcę by nasz dom był testerem niesprawdzonych rozwiązań. Nie oznacza to, że odrzucam nowości – a jedynie że im się bardzo dokładnie przyjrzę przed zastosowaniem. Nasz dom z założenia ma być ekologiczny, choć nie za wszelką cenę. Co oznacza, że z dwu podobnych rozwiązań wybiorę to przyjaźniejsze przyrodzie. Wraz z żoną lubimy minimalizm, co wpłynie na ostateczny kształt domu. We wspomnianych ostatnich 5% znajdzie się zapewne jeszcze wiele innych czynników, o których nie wspomniałem.

Wiedzę na temat budowy domu czerpię z różnych źródeł, w zależności od ich wiarygodności różnie oceniam też jej wartość. W skrócie najważniejsza jest matematyka, prawa fizyki i własne doświadczenie, na kolejnym miejscu będzie doświadczenie osób mi znanych, oraz opracowania fachowe. Także poprawnie wykonana i wiarygodna dokumentacja techniczna. Z dużą dozą ostrożności podchodzę do informacji z for internetowych, portali, blogów i czasopism „fachowych”, gdyż trudno zweryfikować ich wiarygodność, a bardzo często „zapomina się” w nich o dodaniu dopisku „artykuł sponsorowany”... Artykuły marketingowe, do których zaliczam większość „opisów technicznych” zamieszczanych przez producentów urządzeń i materiałów budowlanych, podobnie jak artykuły ze zwykłych portali, gazet, for itp. traktuję tylko jako źródło inspiracji.

Dom ma zwiększyć komfort naszego życia. Czyli ma być większy, wygodniejszy, dawać coś ekstra w stosunku do mieszkania w mieście. Mieszkanie już mam, raczej duże i w dobrym standardzie. Nie musimy się przeprowadzić do małego miasteczka z dużego miasta z powodu ciasnoty. Ponieważ komfort życia ma wzrosnąć, to koszty, tak finansowe jak i czasowe, muszą być zbliżone do dotychczasowych. Kredyt na dom zamierzam spłacić przez wynajem mieszkania, ale pozostałe koszty powinny być niższe niż w Krakowie. Czyli poniżej 7000 zł rocznie.

Powody dla których przeprowadzamy się w Bieszczady opisałem w pierwszej notce tego bloga. Poza tam wymienionymi dodać muszę jeszcze jeden - Moja Pani ma już tam ziemię z opcją dokupienia przylegającej działki w całkiem rozsądnej cenie.

Pozostałe przewagi domu nad mieszkaniem muszę zawrzeć w projekcie domu, wynikają one z potrzeb mojej rodziny. Niestety nie zaliczam się do kilku procent najbogatszych Polaków, budowa domu będzie dla nas potężnym, finansowym i organizacyjnym wyzwaniem. Wybór projektu pod wpływem impulsu byłby głupotą.

Jak na warunki polskie całkiem dobrze zarabiam. Ale swoją pensją nie zaimponował bym kasjerce z berlińskiego supermarketu... Czyli koszty budowy muszę utrzymać w ryzach. W zasadzie w tym celu powstał ten blog – ma mi pomóc w znalezieniu i dokładnym przeanalizowaniu technik i rozwiązań, które spełnią nasze potrzeby i będzie mnie równocześnie na nie stać. Najwięcej zaoszczędzę, tak przy budowie jak i eksploatacji, dzięki dobrze przemyślanemu projektowi. Który to muszę też dopasować do lokalnego planu zagospodarowania terenu, warunków gruntowych, pogodowych oraz kształtu i położenia działki.

Wiele osób, z przyczyn finansowych decyduje się na budowę możliwie tanio, ignorując koszty eksploatacji. A potem rozpacz, bo koszty mediów, zwłaszcza ogrzewania, wykańczają finansowo rodzinę. Zwłaszcza kiedy ta „tania” budowa wcale nie okazuje się taka tania... Dlatego koszt domu liczę jako koszt budowy + koszt 7 letniego użytkowania.

O błędach w lokalizacji napisano już wiele, nie będę się powtarzał, zwłaszcza że lokalizację już mam wybraną. Nie jest idealna, ale chęci trzeba czasem ograniczyć do możliwości. Najważniejsze, że uniknąłem zarówno „domku na prerii” jak i problemu smogu.

Nasz przyszły dom ma być w miarę możliwości prosty w obsłudze. Nie mam zamiaru przeprowadzić się do taniego domu, który będzie ode mnie wymagał, bym pracował przy nim na pełen etat jako palacz, a po godzinach jako pracownik rolny, sprzątacz i „złota rączka”. Z góry skreślam wszystkie urządzenia i rozwiązania które wymagają poświęcania im dużych ilości czasu. W miarę możliwości zamierzam też dom zautomatyzować.

Chcę by dom był ekologiczny. W granicach zdrowego rozsądku oczywiście. Z założenia będzie to dom o niskim zapotrzebowaniu na energię, zbliżony do standardu domu pasywnego, z pewnymi elementami domu autonomicznego. To samo w sobie sprawi, że dom będzie bardziej ekologiczny niż większość obecnie istniejących i budowanych. Co więcej – będzie dzięki temu tani w utrzymaniu, a jak wykażę w kolejnych wpisach – relatywnie tani w budowaniu. Nie będę jednak stosować kosmicznie drogich i nieopłacalnych rozwiązań jak gruntowa pompa ciepła, tylko dlatego, że mają nalepkę EKO. Przymiotnik ekologiczny jest nadużywany przez specjalistów od marketingu, stawiać więc będę na technologie nie tyle ekologiczne, co przyjazne dla środowiska.

W kolejnym wpisie będzie o założeniach domu bardziej szczegółowo, czyli ile sypialni, jaki salon, ile łazienek i tym podobne nudne szczegóły.