Przeskocz do treści

9

Maczeta Ockhama zamieścił duży i ciekawy komentarz pod jednym z wcześniejszych moich wpisów. Tak się rozpisałem w odpowiedzi, że wyszedł mi kolejny wpis. Przed przeczytaniem poniższego tekstu, warto się zapoznać najpierw z tym komentarzem.

Zrobiłem na razie bardzo wstępne wyliczenia co do źródła ciepła dla planowanego przez nas domu. Dla różnych opcji. Przy założeniu bufora ciepła, średniej klasy rekuperacji i żwirowego, gruntowego wymiennika ciepła. Z nich mi wyszło, że zapotrzebowanie roczne na ciepłą wodę użytkową będzie większe niż zapotrzebowanie na ogrzewanie. Liczyłem zarówno koszt paliwa, instalacji, konserwacji, jeśli potrzebne - koszt pomieszczenia na postawienie kotła. Uwzględniałem wymianę sprzętu co kilka lat, dość optymistycznie do trwałości sprzętu podchodząc.

Nie jest niczym dziwnym, że palenie śmieciami lub mułem węglowym wychodziło najtaniej. Niewiele drożej wychodzi samodzielnie suszone drewno. Węgiel dobrej klasy i pelety wychodzi kosztowo podobnie do gazu (gaz nie wymaga osobnego pomieszczenia i można zrezygnować z komina przy zamkniętej komorze spalania).

Największym szokiem dla mnie było, że koszt ogrzewania prądem w II taryfie wychodził zbliżony do kosztu ogrzewania węglem, gazem czy peletem. Przy rezygnacji z kaloryferów i przejściu na akumulacyjne, elektryczne ogrzewanie płaszczyznowe, prąd cenowo konkuruje z kupnem suszonego drewna, pozostawiając gaz i węgiel daleko w tyle. Gorzej to wygląda, jeśli się uwzględni, że stosując II taryfę mamy dużo droższy prąd w przeciągu dnia. Ale wspomagając się automatyką i przy drobnych zmianach w przyzwyczajeniach można to ograniczyć. Choćby przez włączanie pralki i zmywarki tylko w II taryfie.

Z pamięci, gdyż zgubiłem notatki, koszt ogrzewania i CWU prądem w II taryfie dla 288 m2 i 4 osobowej rodziny wychodził niespełna 3000 zł. Rocznie. Do tego inwestycja w grzałkę w wysokości około 500zł. Raz na dekadę. Pomieszczenie na kotłownię, komin i kocioł spełniający nowe wymagania to koszt minimum 18 000 zł. Węgiel dobrej jakości będzie kosztował nieco powyżej 1000zł rocznie. Zwróci się mniej więcej po 9ciu latach. Akurat na czas aby wymienić kocioł na nowy. Ten się zwróci szybciej, ale trzeciego kotła już raczej nie zdążę zamontować. Z racji wieku i chorób raczej nie będzie mi się już chciało bawić w palacza i zamontuję grzałkę elektryczną w buforze...

Zszokowanym cenami uświadamiam, że to nie jest błąd. W domu pasywnym roczny koszt ogrzewania i ciepłej wody jest standardowo niższy niż miesięczny koszt samego ogrzewania w domu postawionym w latach 90tych...

Wszelkie pozostałe rozwiązania do kupna „z półki” wychodziły dużo drożej. Skrajnie niekorzystnie wypada gruntowa pompa ciepła, z kosztem instalacji powyżej 40 000 zł i rocznym kosztem prądu w okolicy 500zł. Nie zwraca się nigdy. Kiepsko wypadają też próżniowe kolektory do grzania wody, czy standardowa powietrzna pompa ciepła (blisko 20 000 zł i 1000 zł za prąd). Od kolektorów próżniowych taniej wychodzą panele słoneczne.

Oczywiście to były bardzo wstępne obliczenia. Po skończeniu projektu domu dopiero będę liczył dokładne zapotrzebowanie na ciepło, na teraz nie wiem nawet jakie będziemy mieli uzyski ciepła z okien, a przy domach pasywnych to dużo zmienia. Zamierzam zrobić arkusz liczący mi zapotrzebowanie a więc i koszt ogrzewania w cyklu dziennym, a jeśli zdobędę odpowiednie dane – godzinowym. Przy odrobinie szczęścia dotrę do tego za rok. Teraz nie mam nawet czasu aby skończyć pisać cykl artykułów o ścianach dwuwarstwowych...

Mój pomysł na ogrzewanie jest taki, że bezpośrednio do bufora ciepła podpinam moduł zewnętrzny małej PPC, takiej do 7kw. To kosztuje poniżej 5000 zł. Do tego w buforze grzałka, kolejne 500zł. Pompę ciepła uruchamiam tylko w II taryfie. Co oznacza, że pompa będzie działać przez 10 miesięcy w roku. Może trochę dłużej przy dobrych warunkach klimatycznych. Czyli służy do produkcji CWU i dogrzewania w okresie przejściowym. Zamierzam na czerpnię pompy skierować wyrzutnie powietrza z wentylacji. Nawet pomimo rekuperacji i zmieszania z powietrzem atmosferycznym (z wentylacji będzie pochodzić około 40% powietrza potrzebnego pompie), co najmniej przez 10 miesięcy PPC będzie efektywnie działać w temperaturze powyżej 4 stopni. Dodatkowo zakładam, że pompa działa tylko do momentu, gdy COP jest korzystne. COP wynika z różnicy temperatur między górnym a dolnym źródłem ciepła. Przy różnicy 15 stopni cop to 7,5, przy różnicy 35 stopni cop to 3, przy różnicy 60 stopni cop jest poniżej 2. To uwzględnia prąd potrzebny dla pompy obiegowej, nie uwzględnia usuwania lodu z czerpni. Jeśli temperatura powietrza, pomimo podgrzewania powietrzem pochodzącym z wentylacji, spadnie poniżej 4 stopni, to pompa ciepła się wyłączy. Jej funkcję przejmie grzałka. To samo się stanie, jeśli różnica temperatur stanie się zbyt wielka (czyli powyżej 45 stopni), wtedy też się włączy grzałka. Co oznacza, że w okresie od kwietnia do października (średnia temperatura powietrza powyżej 8 stopni) PPC grzeje wodę w buforze do 55 stopni, z COP w okolicach 4. Zwykle w marcu i listopadzie będzie się opłacało podgrzać wodę PPC do około 40 stopni, a dopiero powyżej włączyć grzałkę. Grudzień, styczeń i luty – w tym okresie, przynajmniej przez część czasu, temperatury powietrza i tak przekroczą 4 stopnie, więc też będzie się opłacało użyć PPC i zagrzać wodę choćby do 40 stopni. Resztę dogrzeje się grzałką.

W ten sposób, roczny koszt ogrzewania po części PPC a po części grzałką, wszystko w II taryfie, powinien być niższy niż 1500zł. Przy koszcie inwestycji nieco ponad 5000zł, Do tego dojdzie raz w roku przegląd pompy za 150zł. Zero mojej pracy, pełna automatyka, będę mógł grzać dom nawet zdalnie.

Ponieważ ze względów estetycznych chcemy mieć w domu kominek/kozę pragnę ją wykorzystać jako awaryjne źródło ciepła. Mniej więcej raz dziennie będzie mi się chciało załadować kozę drewnem (bez dorzucania) i posprzątać potem popiół (odkurzacz centralny przy kozie). Tak aby przyjemnie zjeść kolację razem z rodziną. Koza wychodzi dużo taniej od kominka, udało się nam znaleźć ładny i niedrogi model o dobrej wydajności z płaszczem wodnym. Tak się składa, że jeden wkład do tego kominka pokrywa dzienne zapotrzebowanie na ciepło naszego domu nawet w okresie mocnych mrozów. Za drewno na 60 wkładów do kozy zapłacę około 200zł. Przy takim założeniu roczny koszt CO i CWU będzie poniżej 1000 zł. Koszt kozy, komina, miejsca na kozę, instalacji itp. wyniesie 10 000zł. Czyli w stosunku do PPC + grzałka będzie się zwracać 20 lat. Ekonomicznie mało sensowne, ale jak piszę – kominek w salonie jest jednym z powodów, dla którego chcemy się przeprowadzić do domu. Nie rozpatruję tego tylko w kategoriach opłacalności. Dodatkowo taki kominek jest zabezpieczeniem na wypadek dłuższego okresu bez prądu.

Co do pieca zewnętrznego i murowanego bufora. Z piecem poza domem wiąże się spora niewygoda – aby do niego dorzucić, trzeba się ubrać i wyjść na mróz. Zdecydowanie wolę rozwiązania bezobsługowe, albo takie, których obsługa jest dla mnie formą rozrywki. Przy powyższych założeniach opłacalność takiego pieca będzie dla mnie znikoma. Ale któremuś z czytelników takie rozwiązanie może się opłacać – np. jako piec na zewnętrznej ścianie domu, służący też jako grill i wędzarnia. Problem w tym, że taki piec jako źródło ciepła nie zostanie dopuszczony przy odbiorze domu. Murowany bufor ciepła też. Bo nie ma pieczątki UDT. Jest problem z odbiorem samodzielnie wykonanych klasycznych buforów ciepła.

Osobiście znam przypadek, kiedy odmówiono odbioru domu w którym był piec gazowy z zamkniętą komorą spalania. Gdyż w domu nie było komina. Zgodnie z przepisami rurę czerpni/wyrzutni pieca z zamkniętą komorą można wyprowadzić bezpośrednio przez ścianę (byle daleko od okien). Ale kretyn, który to odbierał dom uparł się, że ma być komin. Przepisy nieistotne, projekt do kosza, komin ma być, bo jak jest piec gazowy to ma być komin i dyskusji nie ma. Znajomi zainstalowali zewnętrzny komin stalowy, dłuższy niż dopuszczalny dla tego modelu pieca – ale to już kretynowi nie przeszkadzało, bo miał swój ukochany komin. Instalacja komina była tańsza i dużo szybsza niż sądzenie się z głupkiem.

Na odbiór pieca zewnętrznego i murowanego bufora nie ma w Polsce szans. Znaczy jak się trafi na w miarę przyjaznego inspektora, to on to wpisze piec jako grill zewnętrzny a bufor jako akwarium dla ryb głębinowych, ale oprócz tego trzeba będzie zainstalować jakieś inne źródło ciepła tylko na odbiór. Co raczej całkowicie zniweluje sens ekonomiczny takiego przedsięwzięcia.

Chciałbym zainstalować PV. Niestety, obecnie rządzący postanowili, że Polska węglem stoi, w wyniku czego obecnie instalowane przez konsumentów instalacje PV nie mają szans się zwrócić. System obecnie polega na tym, że oddaje się do sieci prąd produkowany w trakcie szczytu (a więc najdroższy), co dla sieci przesyłowych i zakładów energetycznych jest tak niekorzystne, że w zamian za to oddadzą 80% prądu produkowanego poza szczytem. Taniego, czasami wręcz o ujemnej wartości. Biorąc pod uwagę, że w Polsce cena prądu to tylko połowa całkowitej faktury, realnie odzyskuje się 40% wartości oddanego w czasie szczytu prądu. Inaczej mówiąc, każdy kto oddaje do sieci choć kilowat prądu jest kimś pomiędzy frajerem a ofiarą grabieży. Co powoduje, że sens ma instalowanie tylko instalacji, których szczytowa produkcja prądu jest w całości wykorzystywana w budynku. Czyli jeśli nie używasz klimatyzacji, to instalacja jest tak mała, że koszty inwertera, mocowań, pracy itp. są dużo wyższe niż koszty samych paneli PV.

Jest szansa, że jak zacznę budowę domu, to zasady zmienią się na sensowniejsze. Albo ceny baterii spadną na tyle, że będzie się opłacało z nich skorzystać. Na chwilę obecną bardziej się opłaca postawić w piwnicy agregat na ropę. Albo na muł węglowy – obecne dokonania ministrów Tchórzewskiego i Szyszki sugerują, że takie agregaty mają szanse na solidne dofinansowanie ze strony państwa.

Ogrzewanie całkowicie powietrzne właśnie rozważam. Konkretniej nagrzewnica w kanałach wentylacyjnych, w salonie klimakonwektor, także do ewentualnego chłodzenia. W kilku pomieszczeniach w piwnicy (warsztat, siłownia, chłodnia) także klimakonwektory. W piwnicy będę utrzymywał niższą temperaturę niż w reszcie domu, tylko czasami i na krótko będę potrzebował podgrzać (lub schłodzić) te pomieszczenia. Klimakonwektory świetnie się do tego sprawdzają. Do tego ręcznikowce i być może ogrzewanie podłogowe w łazienkach. Jeśli się zdecydujemy na maksymalnie tanią inwestycyjnie instalację grzewczą, to będzie się ona składała ze żwirowego, gruntowego wymiennika, następnie rekuperatora, a potem grzałki elektrycznej. Oraz mat grzewczych elektrycznych w łazienkach.