Przeskocz do treści

Dziś wpis o dachach mansardowych, wraz ze zdjęciami takich dachów z naszych podróży. Jest to rodzaj dachu łamanego, dwu lub czterospadowego. Składa się on z dwu połaci o różnym stopniu nachylenia, oddzielonych od siebie gzymsem lub uskokiem. W typowych francuskich dachach mansardowych dolna część dachu jest mocno nachylona, przynajmniej pod kątem 60 stopni, górna ma zwykle nachylenie w okolicach 30 stopni. W tradycyjnie stawianych w Polsce dachach mansardowych różnica nachylenia między górną a dolną połacią dachu jest mniejsza.

Dach mansardowy dwuspadowy
Dach mansardowy wraz z balkonami francuskimi. Orlean.

Ten tym dachu rozpropagował francuski architekt czasu baroku François Mansart. Spotkałem się z opinią, że powodem popularności tego typu dachów były przepisy podatkowe – mianowicie we Francji w tym okresie podatki od nieruchomości były dużo niższe dla poddaszy niż dla piętra. W Paryżu do dziś stoją budynki z kilkupiętrowymi mansardami...

Dwukondygnacyjny dach mansardowy
Dach mansardowy w Paryżu o dwu kondygnacjach.

Dach mansardowy ma kilka zalet, podstawową jest duża swoboda zagospodarowania poddasza. Dolna, mocno nachylona część dachu zastępuje ścianę kolankową, uzyskujemy poddasze bez typowych skosów, łatwiejsze i tańsze w adaptacji. Możliwe jest zwykle zastosowanie zwykłych, a więc tańszych, okien, w miejsce okien połaciowych.

Współczesny dach mansardowy
Dach mansardowy w nowym budownictwie, Orlean. Zastosowane zwykłe okna, zamiast dachowych.

Częstym przypadkiem jest budowa domu w okolicy, w której plany zagospodarowania przestrzennego nie pozwalają na budowę domu piętrowego, dopuszczona jest jedynie budowa poddasza użytkowego.  Dach mansardowy pozwala obejść do ograniczenie, uzyskujemy pod nim pełnoprawne piętro, zamiast ograniczonego skosami poddasza. Oczywiście o ile plan zagospodarowania przestrzennego akurat nie zakazuje stosowania dachów mansardowych.

Tego typu dach jest też ciekawą opcją rozbudowy domu o płaskim dachu, np. typowej gierkowskiej "kostki". Na dotychczasowym dachu stawiamy konstrukcję z wiązarów, pokrywamy wybranym poszyciem, docieplamy, instalujemy schody i dodatkowe piętro gotowe. Przy użyciu gotowych wiązarów konstrukcja może powstać w kilka dni. Ponieważ więźba drewniana jest lekka nie powinny wystąpic problemy z nośnością budynku (stropu, ścian i fundamentów).

Dach mansardowy ma też wady, a w zasadzie jedną wadę. Cenę. Jest trudniejszy w wykonaniu, trudno zrobić dobrze więźbę na budowie, ze względu na stromy dach w dolnej części jego pokrycie jest kosztowniejsze niż w przypadku zwykłych dachów. Łatwo też o błędy wykonawcze w miejscu "łamania" połaci dachu. Najtańszą wersją dachu mansardowego będzie wykonanie go z gotowych wiązarów i pokrycie gontem bitumicznym. Ale to rozwiązanie nie każdemu odpowiada.

Widok na dachy mansardowe
Widok na dachy mansardowe w historycznej części Paryża nad Sekwaną.
Luwr - dach mansardowy
Dach mansardowy nad jedną z bram Luwru

2

Tym wpisem chcę rozpocząć cykl krótkich artykułów opisujących jakiś detal architektoniczny, wraz ze zdjęciami. Zdjęcia są autorstwa Mojej Pani lub moje własne.

Miesiąc temu wraz z Moją Panią byliśmy przez kilka dni we Francji, głównie w Orleanie. Bardzo ładne miasto, podobało mi się o wiele bardziej niż przereklamowany Paryż. Jest też dobrym miejscem wypadowym do zwiedzania zamków nad Loarą.

Charakterystycznym elementem architektury domów w historycznej części miasta są balkony w szczątkowej formie, zwane właśnie balkonami francuskimi. Inna nazwa to portfenetr – tą ostatnią lubią się posługiwać obecnie architekci, nazwa „balkon francuski” stała się chyba niemodna.

Balkon francuski, historyczna część Orleanu
Zdjęcie balkonu francuskiego, historyczna część Orleanu

Czym jest więc portfenetr? Najprościej ujmując składa się z drzwi balkonowych i balustrady. W budownictwie nowoczesnym klasyczna balustrada bywa zastępowana wzmocnionym przeszkleniem.

Wadą balkonu francuskiego jest brak... balkonu, a raczej brak płyty balkonowej. Nie da się wyjść z pokoju na balkon, bo pokój jest jego częścią. Jeśli barierka wystaje przed lico domu, a drzwi balkonowe znajdują się w warstwie konstrukcyjnej, może powstać coś na kształt mikrobalkonu we wnęce na drzwi balkonowe.

Balkon francuski i klasyczny - Orlean
Patrząc od dołu - balkon francuski, balkon klasyczny i balkon francuski z minimalnym gzymsem.
Balkony francuskie
Widok na domy z licznymi balkonami francuskimi. Orlean

Równocześnie jest to największa zaleta tego rozwiązania – płyta balkonowa to bardzo niekorzystny, pod wieloma względami, element budowlany. Po pierwsze to gigantyczny radiator, oddający ciepło z wnętrza domu w zimie. Działa na tej samej zasadzie jak np. radiatory na mikroprocesorach – poprzez swoją dużą powierzchnię i dobre przewodnictwo oddają ciepło do otoczenia.

Można z tym walczyć, obkładając płytę balkonową ze wszystkich stron ociepleniem. Jeśli dom ma 20 cm ocieplenia to grubość płyty balkonowej wraz z ociepleniem przekroczy 60 cm – 20cm ocieplenia od spodu, co najmniej 20cm grubości płyty balkonowej i kolejne 20 cm ocieplenia od góry. Wizualnie będzie to koszmar. Użycie cienkiej warstwy ocieplenia na balkonie spowoduje natomiast powstanie mostku termicznego.

Alternatywnie można zbudować balkon samonośny, oddzielony od ścian konstrukcyjnych domu warstwą ocieplenia. Nie powstaje wtedy mostek termiczny, płyta balkonowa może być cienka, ale konieczne jest wybudowanie dodatkowej konstrukcji unoszącej ten balkon. Jest to rozwiązanie kosztowne i nie pasuje wizualnie do wielu stylów architektonicznych.

Płyta balkonowa jest droga w wykonaniu. Przypomnijmy sobie zajęcia z lekcji fizyki o dźwigni. Z nich wynika, że płyta balkonowa nie opiera się jedynie na ścianie zewnętrznej, ale musi być częścią stropu domu i mieć drugi punkt podparcia. Oraz przeciwwagę, najczęściej ścianę, wybudowaną nad drugim punktem podparcia – zwykle wewnętrzną ścianą nośną. Te cechy balkonów ograniczają projektanta, wymuszają zastosowanie mało praktycznych albo kosztownych rozwiązań. Tego problemu pozbawione są balkony samonośne, ale one za to muszą posiadać własne fundamenty, własne słupy podtrzymujące itp.

Można się spotkać z wyliczeniami, że koszt metra kwadratowego balkonu jest taki sam jak koszt m2 stropu, plus koszt balustrady. W materiale to nawet się może zgadzać. Ale tylko jeśli pominiemy dodatkowe koszty związane z ociepleniem i robocizną, lub jeśli godzimy się na mostek termiczny (czyli droższe użytkowanie domu). Pomijają takie wyliczenia to, że płyta balkonowa wymusza zmianę układu ścian i słupów konstrukcyjnych wewnątrz domu. Co zarówno ogranicza swobodę aranżacji wnętrza domu jak i podnosi koszty.

W przypadku domów wielorodzinnych balkon to często namiastka ogrodu, chęć jej posiadania przeważa nad wymienionymi wyżej wadami. W domach jednorodzinnych, z tarasem i ogrodem, balkon jest niczym więcej niż zbytkownym wydatkiem. Takim chwaleniem się przed sąsiadami – patrzcie, stać mnie na budowę kosztownego balkonu i co roku ponoszenie większych wydatków na ogrzewanie.

Jakie są zalety balkonu francuskiego? Jest bardzo tani – kosztuje tyle co drzwi balkonowe i krótka balustrada. Nie stwarza mostków termicznych (nie bardziej niż dowolne inne przeszklenie). Ponieważ zaczyna się od podłogi, dobrze doświetla pomieszczenie. Drzwi balkonowe to standardowy element, istnieje duża konkurencja między producentami, łatwo znaleźć odpowiedni dla nas model w rozsądnej cenie. Na balustradzie można zawiesić rośliny doniczkowe. Stojąc w balkonie francuskim mamy bardzo dobry substytut zwykłego balkonu za ułamek jego ceny.

8

Maczeta Ockhama zamieścił duży i ciekawy komentarz pod jednym z wcześniejszych moich wpisów. Tak się rozpisałem w odpowiedzi, że wyszedł mi kolejny wpis. Przed przeczytaniem poniższego tekstu, warto się zapoznać najpierw z tym komentarzem.

Zrobiłem na razie bardzo wstępne wyliczenia co do źródła ciepła dla planowanego przez nas domu. Dla różnych opcji. Przy założeniu bufora ciepła, średniej klasy rekuperacji i żwirowego, gruntowego wymiennika ciepła. Z nich mi wyszło, że zapotrzebowanie roczne na ciepłą wodę użytkową będzie większe niż zapotrzebowanie na ogrzewanie. Liczyłem zarówno koszt paliwa, instalacji, konserwacji, jeśli potrzebne - koszt pomieszczenia na postawienie kotła. Uwzględniałem wymianę sprzętu co kilka lat, dość optymistycznie do trwałości sprzętu podchodząc.

Nie jest niczym dziwnym, że palenie śmieciami lub mułem węglowym wychodziło najtaniej. Niewiele drożej wychodzi samodzielnie suszone drewno. Węgiel dobrej klasy i pelety wychodzi kosztowo podobnie do gazu (gaz nie wymaga osobnego pomieszczenia i można zrezygnować z komina przy zamkniętej komorze spalania).

Największym szokiem dla mnie było, że koszt ogrzewania prądem w II taryfie wychodził zbliżony do kosztu ogrzewania węglem, gazem czy peletem. Przy rezygnacji z kaloryferów i przejściu na akumulacyjne, elektryczne ogrzewanie płaszczyznowe, prąd cenowo konkuruje z kupnem suszonego drewna, pozostawiając gaz i węgiel daleko w tyle. Gorzej to wygląda, jeśli się uwzględni, że stosując II taryfę mamy dużo droższy prąd w przeciągu dnia. Ale wspomagając się automatyką i przy drobnych zmianach w przyzwyczajeniach można to ograniczyć. Choćby przez włączanie pralki i zmywarki tylko w II taryfie.

Z pamięci, gdyż zgubiłem notatki, koszt ogrzewania i CWU prądem w II taryfie dla 288 m2 i 4 osobowej rodziny wychodził niespełna 3000 zł. Rocznie. Do tego inwestycja w grzałkę w wysokości około 500zł. Raz na dekadę. Pomieszczenie na kotłownię, komin i kocioł spełniający nowe wymagania to koszt minimum 18 000 zł. Węgiel dobrej jakości będzie kosztował nieco powyżej 1000zł rocznie. Zwróci się mniej więcej po 9ciu latach. Akurat na czas aby wymienić kocioł na nowy. Ten się zwróci szybciej, ale trzeciego kotła już raczej nie zdążę zamontować. Z racji wieku i chorób raczej nie będzie mi się już chciało bawić w palacza i zamontuję grzałkę elektryczną w buforze...

Zszokowanym cenami uświadamiam, że to nie jest błąd. W domu pasywnym roczny koszt ogrzewania i ciepłej wody jest standardowo niższy niż miesięczny koszt samego ogrzewania w domu postawionym w latach 90tych...

Wszelkie pozostałe rozwiązania do kupna „z półki” wychodziły dużo drożej. Skrajnie niekorzystnie wypada gruntowa pompa ciepła, z kosztem instalacji powyżej 40 000 zł i rocznym kosztem prądu w okolicy 500zł. Nie zwraca się nigdy. Kiepsko wypadają też próżniowe kolektory do grzania wody, czy standardowa powietrzna pompa ciepła (blisko 20 000 zł i 1000 zł za prąd). Od kolektorów próżniowych taniej wychodzą panele słoneczne.

Oczywiście to były bardzo wstępne obliczenia. Po skończeniu projektu domu dopiero będę liczył dokładne zapotrzebowanie na ciepło, na teraz nie wiem nawet jakie będziemy mieli uzyski ciepła z okien, a przy domach pasywnych to dużo zmienia. Zamierzam zrobić arkusz liczący mi zapotrzebowanie a więc i koszt ogrzewania w cyklu dziennym, a jeśli zdobędę odpowiednie dane – godzinowym. Przy odrobinie szczęścia dotrę do tego za rok. Teraz nie mam nawet czasu aby skończyć pisać cykl artykułów o ścianach dwuwarstwowych...

Mój pomysł na ogrzewanie jest taki, że bezpośrednio do bufora ciepła podpinam moduł zewnętrzny małej PPC, takiej do 7kw. To kosztuje poniżej 5000 zł. Do tego w buforze grzałka, kolejne 500zł. Pompę ciepła uruchamiam tylko w II taryfie. Co oznacza, że pompa będzie działać przez 10 miesięcy w roku. Może trochę dłużej przy dobrych warunkach klimatycznych. Czyli służy do produkcji CWU i dogrzewania w okresie przejściowym. Zamierzam na czerpnię pompy skierować wyrzutnie powietrza z wentylacji. Nawet pomimo rekuperacji i zmieszania z powietrzem atmosferycznym (z wentylacji będzie pochodzić około 40% powietrza potrzebnego pompie), co najmniej przez 10 miesięcy PPC będzie efektywnie działać w temperaturze powyżej 4 stopni. Dodatkowo zakładam, że pompa działa tylko do momentu, gdy COP jest korzystne. COP wynika z różnicy temperatur między górnym a dolnym źródłem ciepła. Przy różnicy 15 stopni cop to 7,5, przy różnicy 35 stopni cop to 3, przy różnicy 60 stopni cop jest poniżej 2. To uwzględnia prąd potrzebny dla pompy obiegowej, nie uwzględnia usuwania lodu z czerpni. Jeśli temperatura powietrza, pomimo podgrzewania powietrzem pochodzącym z wentylacji, spadnie poniżej 4 stopni, to pompa ciepła się wyłączy. Jej funkcję przejmie grzałka. To samo się stanie, jeśli różnica temperatur stanie się zbyt wielka (czyli powyżej 45 stopni), wtedy też się włączy grzałka. Co oznacza, że w okresie od kwietnia do października (średnia temperatura powietrza powyżej 8 stopni) PPC grzeje wodę w buforze do 55 stopni, z COP w okolicach 4. Zwykle w marcu i listopadzie będzie się opłacało podgrzać wodę PPC do około 40 stopni, a dopiero powyżej włączyć grzałkę. Grudzień, styczeń i luty – w tym okresie, przynajmniej przez część czasu, temperatury powietrza i tak przekroczą 4 stopnie, więc też będzie się opłacało użyć PPC i zagrzać wodę choćby do 40 stopni. Resztę dogrzeje się grzałką.

W ten sposób, roczny koszt ogrzewania po części PPC a po części grzałką, wszystko w II taryfie, powinien być niższy niż 1500zł. Przy koszcie inwestycji nieco ponad 5000zł, Do tego dojdzie raz w roku przegląd pompy za 150zł. Zero mojej pracy, pełna automatyka, będę mógł grzać dom nawet zdalnie.

Ponieważ ze względów estetycznych chcemy mieć w domu kominek/kozę pragnę ją wykorzystać jako awaryjne źródło ciepła. Mniej więcej raz dziennie będzie mi się chciało załadować kozę drewnem (bez dorzucania) i posprzątać potem popiół (odkurzacz centralny przy kozie). Tak aby przyjemnie zjeść kolację razem z rodziną. Koza wychodzi dużo taniej od kominka, udało się nam znaleźć ładny i niedrogi model o dobrej wydajności z płaszczem wodnym. Tak się składa, że jeden wkład do tego kominka pokrywa dzienne zapotrzebowanie na ciepło naszego domu nawet w okresie mocnych mrozów. Za drewno na 60 wkładów do kozy zapłacę około 200zł. Przy takim założeniu roczny koszt CO i CWU będzie poniżej 1000 zł. Koszt kozy, komina, miejsca na kozę, instalacji itp. wyniesie 10 000zł. Czyli w stosunku do PPC + grzałka będzie się zwracać 20 lat. Ekonomicznie mało sensowne, ale jak piszę – kominek w salonie jest jednym z powodów, dla którego chcemy się przeprowadzić do domu. Nie rozpatruję tego tylko w kategoriach opłacalności. Dodatkowo taki kominek jest zabezpieczeniem na wypadek dłuższego okresu bez prądu.

Co do pieca zewnętrznego i murowanego bufora. Z piecem poza domem wiąże się spora niewygoda – aby do niego dorzucić, trzeba się ubrać i wyjść na mróz. Zdecydowanie wolę rozwiązania bezobsługowe, albo takie, których obsługa jest dla mnie formą rozrywki. Przy powyższych założeniach opłacalność takiego pieca będzie dla mnie znikoma. Ale któremuś z czytelników takie rozwiązanie może się opłacać – np. jako piec na zewnętrznej ścianie domu, służący też jako grill i wędzarnia. Problem w tym, że taki piec jako źródło ciepła nie zostanie dopuszczony przy odbiorze domu. Murowany bufor ciepła też. Bo nie ma pieczątki UDT. Jest problem z odbiorem samodzielnie wykonanych klasycznych buforów ciepła.

Osobiście znam przypadek, kiedy odmówiono odbioru domu w którym był piec gazowy z zamkniętą komorą spalania. Gdyż w domu nie było komina. Zgodnie z przepisami rurę czerpni/wyrzutni pieca z zamkniętą komorą można wyprowadzić bezpośrednio przez ścianę (byle daleko od okien). Ale kretyn, który to odbierał dom uparł się, że ma być komin. Przepisy nieistotne, projekt do kosza, komin ma być, bo jak jest piec gazowy to ma być komin i dyskusji nie ma. Znajomi zainstalowali zewnętrzny komin stalowy, dłuższy niż dopuszczalny dla tego modelu pieca – ale to już kretynowi nie przeszkadzało, bo miał swój ukochany komin. Instalacja komina była tańsza i dużo szybsza niż sądzenie się z głupkiem.

Na odbiór pieca zewnętrznego i murowanego bufora nie ma w Polsce szans. Znaczy jak się trafi na w miarę przyjaznego inspektora, to on to wpisze piec jako grill zewnętrzny a bufor jako akwarium dla ryb głębinowych, ale oprócz tego trzeba będzie zainstalować jakieś inne źródło ciepła tylko na odbiór. Co raczej całkowicie zniweluje sens ekonomiczny takiego przedsięwzięcia.

Chciałbym zainstalować PV. Niestety, obecnie rządzący postanowili, że Polska węglem stoi, w wyniku czego obecnie instalowane przez konsumentów instalacje PV nie mają szans się zwrócić. System obecnie polega na tym, że oddaje się do sieci prąd produkowany w trakcie szczytu (a więc najdroższy), co dla sieci przesyłowych i zakładów energetycznych jest tak niekorzystne, że w zamian za to oddadzą 80% prądu produkowanego poza szczytem. Taniego, czasami wręcz o ujemnej wartości. Biorąc pod uwagę, że w Polsce cena prądu to tylko połowa całkowitej faktury, realnie odzyskuje się 40% wartości oddanego w czasie szczytu prądu. Inaczej mówiąc, każdy kto oddaje do sieci choć kilowat prądu jest kimś pomiędzy frajerem a ofiarą grabieży. Co powoduje, że sens ma instalowanie tylko instalacji, których szczytowa produkcja prądu jest w całości wykorzystywana w budynku. Czyli jeśli nie używasz klimatyzacji, to instalacja jest tak mała, że koszty inwertera, mocowań, pracy itp. są dużo wyższe niż koszty samych paneli PV.

Jest szansa, że jak zacznę budowę domu, to zasady zmienią się na sensowniejsze. Albo ceny baterii spadną na tyle, że będzie się opłacało z nich skorzystać. Na chwilę obecną bardziej się opłaca postawić w piwnicy agregat na ropę. Albo na muł węglowy – obecne dokonania ministrów Tchórzewskiego i Szyszki sugerują, że takie agregaty mają szanse na solidne dofinansowanie ze strony państwa.

Ogrzewanie całkowicie powietrzne właśnie rozważam. Konkretniej nagrzewnica w kanałach wentylacyjnych, w salonie klimakonwektor, także do ewentualnego chłodzenia. W kilku pomieszczeniach w piwnicy (warsztat, siłownia, chłodnia) także klimakonwektory. W piwnicy będę utrzymywał niższą temperaturę niż w reszcie domu, tylko czasami i na krótko będę potrzebował podgrzać (lub schłodzić) te pomieszczenia. Klimakonwektory świetnie się do tego sprawdzają. Do tego ręcznikowce i być może ogrzewanie podłogowe w łazienkach. Jeśli się zdecydujemy na maksymalnie tanią inwestycyjnie instalację grzewczą, to będzie się ona składała ze żwirowego, gruntowego wymiennika, następnie rekuperatora, a potem grzałki elektrycznej. Oraz mat grzewczych elektrycznych w łazienkach.

Dawno nie dodawałem nowych wpisów - z powodu dużej ilości pracy w firmie i częstych wyjazdów. Obiecuję poprawić się w najbliższym czasie.

W zeszłym tygodniu uczestniczyłem w konferencji Fasady organizowanej przez wydawcę magazynu Murator. Tutaj relacja z tego wydarzenia. Murator organizuje tego typu konferencje cyklicznie, byłem wcześniej na konferencji dotyczącej akustyki budynków.

Konferencja Fasady, podobnie jak wcześniejsza o akustyce, to była konferencja dla profesjonalistów w wykonaniu profesjonalistów. Większość prelegentów to praktycy lub naukowcy. A często naukowcy z praktyką. Wystąpienia sponsorów były zredukowane do minimum i co już nietypowe - w większości były merytoryczne.

Ponieważ każdy może samemu obejrzeć relację z konferencji, nie będę jej szczegółowo opisywał. Poniżej tylko kilka uwag:

Zawsze myślałem, że fasady wentylowane (czyli metoda lekka sucha) są odporniejsze na błędy wykonawcze niż metoda lekka mokra, choć droższe ze względu na koszty okładzin elewacyjnych. Praktycznie cała konferencja była poświęcona błędom projektowym i wykonawczym takich fasad. Owszem, mówiono głównie o fasadach dużych budynków, typu wieżowce, domy handlowe (zwane galeriami), budynki publiczne itp. Ale moje postrzeganie tej metody tworzenia elewacji zmieniło się na jeszcze bardziej negatywne.

Cytat z wypowiedzi jednego z prelegentów: "Większość błędów bierze się z braku umiejętności czytania..." Z konferencji wynikało, iż zdecydowana większość problemów wynika z głupoty ludzkiej i lenistwa wykonawców...

Jeden ze sponsorów opisywał problemy ich firmy z wyjściem na rynki Unii Europejskiej. A konkretnie jak różne kraje w "starej Europie" zamykają swój rynek przed konkurencją z Polski i innych nowych członków UE. Równocześnie wymuszając otwarcie naszego rynku. Warto posłuchać aby pozbyć się złudzeń, że kraje starej UE chciały naszego członkostwa powodowane szlachetnością serca i humanizmem...

2

Remigiusz opublikował wpis, ze zdjęciem częściowo spalonej elewacji pokrytej styropianem, na swoim blogu o oszczędzaniu . Jeden z komentatorów zarzucił autorowi rozpowszechnianie fałszywych obaw, bo styropian jest materiałem samogasnącym. Ten komentarz tak „podniósł mi ciśnienie”, że się rozpisałem w odpowiedzi. Ponieważ moja odpowiedź urosła do rozmiarów notatki i pasuje do tematyki bloga, zamieszczam go tutaj a nie w komentarzu do komentarza.

Styropian samogasnący, jak sama nazwa wskazuje, jest materiałem który ma szansę samodzielnie się wygasić. Co oznacza, że w sprzyjających warunkach sam zgaśnie. Lepszej klasy styropian ma klasyfikację ogniową E. Styropian zwykły ma kategorię F. Nie każdy styropian na ścianach, zwłaszcza dawno temu docieplonych, jest samogasnący.

Materiał samogasnący gaśnie tylko wtedy, kiedy nie ma innego źródła ognia. Płonący styropian kawałek dalej jak najbardziej takim źródłem ognia może być. Albo rosnące obok krzaki, drzewo lub drewniana szopa. W zasadzie cokolwiek w pobliżu, co się pali, podtrzymuje pożar materiału samogasnącego.

Kolejnym wrogiem materiałów samogasnących jest wiatr, który pomaga w rozprzestrzenianiu się ognia. Sam ogień, jeśli wystarczająco duży, powoduje wiatr w wyniku konwekcji. Co jest powodem, dla którego materiałów o klasie E i D nie powinno się używać do izolacji ścian trójwarstwowych, choć teoretycznie normy na to pozwalają. Tak dla zobrazowania – przerwa między murami w ścianie trójwarstwowej, w której to znajduje się materiał izolacyjny i szczelina powietrzna, w razie pożaru działa jak komin. Co gorsza bardzo trudno taki pożar zgasić, bo cegła elewacyjna utrudnia dostęp do płonącego materiału izolacyjnego.

Tak dla porównania drewno ma kategorię D. Czyli trudniej jest je rozpalić i łatwiej zgaśnie niż styropian.

O klasyfikacji ogniowej materiałów więcej można przeczytać m.in. pod tym linkiem: http://www.muratorplus.pl/technika/izolacje/klasyfikacja-ogniowa-reakcja-materialow-budowlanych-na-ogien_83870.html

Pomijam już kwestię dymu wydzielanego przez różne materiały izolacyjne. W przypadku pożaru częściej zabija dym niż ogień.

Co do zasady w budownictwie materiały o palności C do E powinno się łączyć z materiałem klasy A, a materiału klasy F nie powinno się stosować wcale. Z zupełnie nie zrozumiałych dla mnie powodów przepisy dopuszczają łączenie takich materiałów jak styropian, lub pianka pur i drewno, czy gonty bitumiczne i drewno. Owszem, prawo na to pozwala dzięki koncepcji łączenia różnych materiałów dających razem wyższą odporność ogniową przegrody. Co w praktyce oznacza zastosowanie płyt kartonowo-gipsowych. Tylko, że tam jest taki mały dopisek – wykończenie ściany z płyt k-g musi być szczelne. Czyli bez puszek na elektrykę, ledów itp.

Wtedy taka przegroda ma odporność liczoną w minutach. 30 minut, czasem 60 minut. Teoretycznie masz czas uciec w razie pożaru.

Spotkałem się z tzw. budowlańcami sugerującymi docieplenie domu o konstrukcji drewnianej styropianem, poddaszy styropianem czy pianką pur. To ostatnio modne ale bardzo głupie rozwiązanie. Osobiście bałbym się zastosować na dachu ze stałym poszyciem (czyli pełne deskowanie, zaimpregnowane przed ogniem) ocieplenia nakrokwiowego z płyt PIR. Choć w porównaniu z poddaszem ocieplonym pianką pur taki dach jest niemal niepalny.

Tak na koniec w małej kontrze do wpisu Remigiusza – zastosowanie styropianu na elewacji budynku murowanego jest bezpieczne. W zasadzie każdy materiał murowany ma odporność ogniową o klasie A1 240. Czyli wytrzymuje przez 4 godziny dowolny pożar. Jest czas ugasić płomienie, a nawet jest szansa, że dadzą radę same zgasnąć. Oczywiście warunkiem jest brak składu materiałów łatwopalnych przy ścianie domu (czyli drewnianej szopy, składu drewna opałowego lub suchych krzaków).

Tak przy okazji odporność na ogień jest powodem, dla którego zrezygnowałem w swoim projekcie z poddasza użytkowego oraz zastosowania gontu bitumicznego. Jeśli nie chcesz ryzykować mieszkając na poddaszu ocieplasz ją wełną mineralną. Wyłącznie. Ocieplenie poddasza wełną tak, aby po kilku-kilkunastu latach nie osiadła i nie zawilgotniała wymaga dobrych materiałów i jeszcze lepszych specjalistów. Jest to po prostu drogie.

A co do gontów bitumicznych to przekonał mnie strażak. Jak stwierdził jeśli widzą płonący dach z gontem bitumicznym to sprawdzają, czy środku nikt nie został i polewają okoliczne domy. Gaszenie samego pożaru i tak nie ma sensu...

1

Typową pułapką przy rozważaniu budowy domu jest położenie nacisku na jakość materiałów z których ma powstać, zamiast jakości wykonania. Dokładnie to samo dotyczy kupna już istniejącego domu lub mieszkania - brak błędów wykonawczych ma większe znaczenie niż materiał.

30 cm wełny mineralnej, nawet o najniższej λ, która zawilgotniała, będzie miała gorsze parametry termoizolacyjne niż 5 cm suchego styropianu. Podobnie, 30 cm ocieplenia wykonanego ze styropianu grafitowego, ale z pozostawionymi szparami między płytami, da gorszy efekt niż 5 cm zwykłej wełny, ale położonej szczelnie.

12 cm ściana działowa z silikatów, wymurowana z niedokładnie położonym klejem i źle umocowana w ścianach nośnych będzie miała gorsza izolacyjność akustyczną niż 8 cm ścianka z gazobetonu, ale poprawnie wymurowana. Najlepsza membrana paroizolacyjna na niewiele się przyda, jeśli wykonawcy ją podziurawią. Lista możliwych błędów wykonawczych jest długa.

Do tego dochodzi problem łączenia ze sobą nieodpowiednich technologii. Beton komórkowy jest świetnym materiałem budowlanym, ale nie nadaje się do budowy piwnic. Niezależnie od tego co twierdzą marketingowcy producentów gazobetonu. Styropian jest dobrym i tanim materiałem termoizolacyjnym. Na podłoża mineralne. Czymś na krawędzi zbrodni i debilizmu jest używanie styropianu jako ocieplenia konstrukcji drewnianych, niezależnie od tego czy mówimy o ścianie wykonanej z bali drewnianych, czy o poddaszu użytkowym.

Klasycznym błędem jest zbyt szybkie budowanie. Budynek w stanie surowym powinien sobie przez kilka miesięcy spokojnie stać, tak by miał czas osiąść i pozbyć się wilgoci technologicznej. O ile problem osiadania można zmniejszyć przez zastosowanie płyty fundamentowej, to w zasadzie nie da się przyśpieszyć osuszania murów i stropów. Nawet jeśli stawiamy mur z ceramiki klejonej na piankę, to i tak zalewamy betonem wieńce, fundamenty, robimy wylewki itp. To wszystko jest wilgotne i kilka miesięcy musi schnąć. Jak położymy na to od razu termoizolacje, elewacje i wykończymy od środka, to ta wilgoć zostanie w konstrukcji budynku.

Dlatego przy budowie domu wybieram technologie, przy których trudno popełnić błędy technologiczne, a jeśli już miały miejsce - łatwo je usunąć. Preferuję też technologie popularne - nie chciałbym by to na naszym domu ekipa uczyła się nowej dla nich technologii. Niczym kat nad potępioną duszą mam zamiar pilnować osobiście tych kliku kluczowych momentów w budowie domu, w których te błędy łatwo popełnić. Kierownik budowy nie przebywa na niej cały czas, nie mówiąc już o tym, że niekoniecznie trafi się nam prawdziwy fachowiec.

Dziś kolejny wpis dotyczący budowy ścian. Użyję w nich odrobiny terminów związanych z budownictwem. Wyjaśnienie używanych poniżej pojęć znajdziesz w zakładce Słowniczek terminów budowlanych.

Według obowiązujących od tego roku norm, przenikalność cieplna ścian U nie może przekraczać 0,23 W/m²K, od 2021 roku nie będzie mógł przekraczać 0,20 W/m²K. Przyjmuje się, że ściana o przenikalności mniejszej niż 0,20 W/m²K jest typowa dla domów energooszczędnych, o przenikalności 0,15 W/m²K niskoenergetycznych a 0,12 W/m²K dla domów pasywnych. To pozwala nam uznać, że ściana o przenikalności 0,20 W/m²K to wynik dopuszczalny, 0,15 przyzwoity a 0,12 jest wynikiem bardzo dobrym. Dla porównania, przeciętny dom stawiany jeszcze kilkanaście lat temu miał U ściany powyżej 0,50 W/m²K.

W żaden zdroworozsądkowy sposób nie jestem w stanie wytłumaczyć, czemu norma 0,20 W/m²K nie obowiązuje w Polsce przynajmniej od dekady, tylko jest wprowadzana stopniowo. Jedynym wytłumaczeniem jest dla mnie wyjątkowo skuteczny lobbing producentów materiałów na ściany jednowarstwowe...

W poprzednim wpisie pisałem o różnych przeznaczeniach ścian. W budownictwie jednorodzinnym zwykle ściana zewnętrzna pełni zarówno funkcję konstrukcyjną jak i osłonową. Co oznacza, że ściana zewnętrzna musi być zarówno wytrzymała konstrukcyjnie, jak i zapewniać odpowiedni poziom termoizolacje. Dodatkowo musi jeszcze chronić przed czynnikami atmosferycznymi, hałasem itp.

Zwykle materiały o większej gęstości mają wyższą odporność na ściskanie, wyższą izolacyjność akustyczną i większą zdolność do akumulacji cieplnej. Materiały o małej gęstości mają lepszą izolacyjność termiczną, są łatwiejsze w obróbce i w mniejszym stopniu obciążają konstrukcję budynku. Czyli materiał o korzystnym współczynniku izolacyjności cieplnej jest co do zasady kiepskim materiałem konstrukcyjnym. Oczywiście, nawet korzystając z materiału o kiepskim λ (przewodnictwie cieplnym), ale odpowiednio grubym, uda się uzyskać wymagany poziom U przegrody.

Technicznie da się wybudować ścianę zewnętrzną jednowarstwową o wymaganym obecnie parametrze U, o grubości w okolicy 40cm. Pozwalają na to pustaki z cegły poryzowanej wypełnione wełną mineralną, bloczki z gazobetonu o gęstości nie większej niż 400 kg/m3 czy bloczki keramzybetonowe wypełnione styropianem. Grubość ściany jednowarstwowej o U=0,12 wykonanej z takich materiałów miała by grubość od 70 do 95 cm.

Klasa wytrzymałości takiego gazobetonu czy keramzybetonu nie przekracza 2 MPa. Znaczy samego bloczka, bo po uwzględnieniu spoin, sposobu murowania itp. klasa wytrzymałości całej ściany spada o jakieś 20%. Przy tej grubości ściany taka wytrzymałość w zasadzie wystarcza, ale już trzeba uważać na łączny ciężar całej konstrukcji. Ogólna wytrzymałość całego budynku jest porównywalna z wytrzymałością domów drewnianych i domów szkieletowych. W gazobetonie 350 dziury można robić palcem. Ceramika poryzowana z wkładką z wełny mineralnej ma wytrzymałość od 3,5 do 7MPa, co jest wartością dla budownictwa jednorodzinnego więcej niż wystarczającą.

Ściany jednowarstwowe dotyka też problem mostków termicznych, przede wszystkim w miejscach w których znajdują się nadproża, wieńce i stropy, ale także w miejscu łączenia pustaków. Da się go rozwiązać, ale to już jest trudniejsze i droższe niż w ścianach warstwowych.

Teoretycznie ściany jednowarstwowe są odporniejsze od wielowarstwowych na problem kondensacji pary wodnej w przegrodzie, czyli problemu tzw. „przemarzania ścian”. W teorii, w praktyce jest nieco gorzej, bo wymaga zastosowania wszystkich warstw ściany (tynków wewnętrznych i zewnętrznych, farb, itp.) o paroprzepuszczalności nie gorszej niż materiał konstrukcyjny. W przypadku keramzybetonu z wkładką styropianową mamy w praktyce do czynienia z materiałem składającym się z kilku warstw o różnej dyfuzyjności. Czyli materiał który aż prosi się o kondensację pary wodnej wewnątrz bloczków. To jeden z bardziej skomplikowanych problemów w budownictwie jednorodzinnym, poświęcę mu osobny wpis w przyszłości.

Zwolennicy ścian jednowarstwowych podkreślają, że koszt ich budowy jest mniejszy niż ścian dwuwarstwowych. W przypadku gazobetonu łączny koszt zbudowania ściany jednowarstwowej będzie porównywalny do odpowiadającej ściany dwuwarstwowej. Przy zastosowaniu ceramiki poryzowanej z wełną mineralną, lub keramzybetonu ze styropianem, za same bloczki na m2 ściany będą kosztować od 270 do 310 zł. Bez robocizny, tynkowania, zaprawy itp. W tej cenie buduje się pasywną ścianę dwuwarstwową metodą lekką-suchą z okładzinami z ceramiki lub drewna... O kosztach budowy i grubości ściany jednowarstwowej o U nie większym niż 0,12 W/m²K nie warto wspominać.

Reasumując, nie widzę żadnych, ale to kompletnie żadnych zalet ścian jednowarstwowych przy budowie budynków mieszkalnych. Ściany takie są grube, podatne na mostki termiczne i albo bardzo drogie, albo mają kiepskie właściwości mechaniczne. W przypadku pustaków keramzybetonowych mamy kumulację – grubą, drogą ścianę o kiepskich właściwościach mechanicznych. Ściany jednowarstwowe mają natomiast dużo zalet przy stawianiu budynków w których nie zależy nam na termoizolacji. Czyli budynków gospodarczych czy domków letniskowych. W tych zastosowaniach są bezkonkurencyjne cenowo.

Ściany warstwowe są rozsądnym sposobem obejścia wyżej wymienionych problemów. To co opiszę poniżej dotyczy też ścian dwuwarstwowych wykonanych metodą lekką-suchą i ścian trójwarstwowych, ale pomijam je dalszych rozważaniach ze względu na koszt wykonania warstwy elewacyjnej.

Jak przedstawiłem w opisie ściany jednowarstwowej trudno znaleźć materiał, który będzie spełniał wszystkie funkcje ściany zewnętrznej jednocześnie. Rozwiązaniem jest zbudowanie ściany składającej się z kilku warstw.

Przekrój ściany dwuwarstwowej
Żródło Wikipedia

Na powyższym rysunku widzimy ścianę wykonaną w technologii lekkiej-mokrej, ETICS. Patrząc od wnętrza budynku mamy kolejne warstwy:

  1. tynk wewnętrzny;
  2. warstwę konstrukcyjną;
  3. warstwę termoizolacyjną;
  4. zbrojenie;
  5. warstwę elewacyjną.

Warstwa tynku wewnętrznego nie jest konieczna. Rezygnuje się z niego często w pomieszczeniach gospodarczych. Czasami rezygnuje się z tynku aby wyeksponować się warstwę konstrukcyjną w celach dekoracyjnych. Sprawdza się tutaj mur wykonany z cegły pełnej, zwłaszcza klinkierowej, beton, zwykle szlifowany, oraz mury konstrukcyjne wykonane z materiałów naturalnych. Tynk może też zostać zastąpiony różnego rodzaju okładzinami, choć dla wygody ściany pod okładziny i tak się zwykle tynkuje.

Zadaniem warstwy konstrukcyjnej jest przenoszenie obciążeń własnych jak i przejętych z innych elementów budynku. W tym celu najlepiej sprawdzają się materiały o możliwie dużej klasie wytrzymałości, zasadniczo o dość dużej gęstości. Duża gęstość przekłada się na inne, korzystne w budownictwie jednorodzinnym cechy – izolacyjność akustyczną, odporność na ogień i zdolność do akumulacji ciepła. Wadą materiałów gęstych jest ciężar. Ponieważ warstwa konstrukcyjna nie musi spełniać funkcji termoizolacji, może być stosunkowo cienka, jej minimalna grubość jest określona przez potrzeby konstrukcyjne.

Ponieważ warstwa termoizolacyjna nie musi przenosić obciążeń konstrukcyjnych, a przed uszkodzeniem chroni ją zbrojenie, można wykonać ją z materiałów lekkich o możliwie najniższym współczynniku λ. Najczęściej stosuje się w tym celu styropian i płyty z wełny mineralnej. Λ tych materiałów waha się w przedziale 0,03 – 0,04. „Najcieplejsze” materiały budowlane mają współczynnik λ na poziomie 0,09-0,11 ceramika tradycyjna i bloczki silikatowe mają λ w okolicach 0,5. Styropian (wełna mineralna) jest lżejszy, tańszy i łatwiejszy w obróbce niż dowolny materiał wykorzystywany do murowania. 1 cm styropianu zastępuje kilka – kilkanaście centymetrów muru.

Zbrojenie to najczęściej siatka zatopiona w warstwie zaprawy. Chroni izolację przed działaniem czynników atmosferycznych i uszkodzeniami mechanicznymi. Stanowi tez podkład pod warstwę elewacyjną. Zbrojenie występuje tylko w systemach mokrych. Stosując płyty z polistyrenu ekstrudowanego (Styrodur, XPS) można czasami zrezygnować ze zbrojenia. Styrodur bez zbrojenia stosuje się często przy ocieplaniu fundamentów, bezpośrednio na takich płytach można przykleić płytki klinkierowe lub panele drewnopodobne.

Warstwę elewacyjną stanowią różnego rodzaju tynki, najczęściej barwione choć możliwe jest ich malowanie. Jako elewacji w systemach ETICS można też używać wspomnianych już płytek klinkierowych, lub innych lekkich okładzin przyklejanych do zbrojenia. Ze względu na ograniczoną nośność zbrojenia, ciężkie elewacje wymagają zastosowania metody lekkiej-suchej.

Podsumowując, głównymi zaletami ścian wykonanych w technologii lekkiej-mokrej jest korzystny stosunek ceny do uzyskanej izolacyjności termicznej. Ściany dwuwarstwowe, w porównaniu z innymi ścianami o takim samym współczynniku przenikalności cieplnej, mają najmniejsza grubość. Ich wadą jest ograniczona odporność na uszkodzenia mechaniczne i mniejsze możliwości kształtowania wyglądu elewacji.

Dodałem słownik terminów budowlanych, którymi posługuję się tworząc wpisy. Nie są to definicje zgodne z literaturą naukową lub normami technicznymi, choć staram się by były im jak najbliższe. To uproszczone wyjaśnienie tych pojęć, które ma być zrozumiałe dla laika. Proszę o wyrozumiałość  podczas wytykania błędów :-).

Słowniczek będzie stopniowo uzupełniany i modyfikowany. Z czasem znajdą się przy terminach linki do artykułów, w których opisałem dany parametr bardziej szczegółowo.

Jedną z pierwszych decyzji przy budowie domu jest wybór materiału na budowę ścian. Zanim się do tej decyzji przejdzie, trzeba wiedzieć, jakie są dostępne opcje. Ten artykuł jest pierwszym w cyklu dotyczącym konstrukcji i ocieplenia ścian. Dzisiejszy wpis będzie poświęcony wprowadzeniu do tematu, skrótowo opiszę różne rodzaje konstrukcji ścian, materiały, sposoby ocieplenia, terminy itp. Będę pisał tylko o technologiach ścian murowanych stosowanych w budownictwie jednorodzinnym. Co oznacza, że z góry pomijam technologie z dużych prefabrykatów, drewna, styropianu, domów szkieletowych czy żelbetonu.

Pod względem przeznaczenia w budownictwie można wyróżnić ściany konstrukcyjne, działowe, osłonowe i samonośne. Ścianami konstrukcyjnymi w budownictwie jednorodzinnym są zwykle ściany zewnętrzne, oraz wewnętrzne ściany nośne. Ich zadaniem jest przenoszenie obciążeń własnych jak i przejętych z innych elementów budynku (stropów, dachu itp.). Ściany zewnętrzne pełnią też funkcje osłonowe.

Duże przeszklenia również spełniają funkcje ścian osłonowych, czyli chronią wnętrze domu przed warunkami atmosferycznymi. Ściany działowe dzielą wewnętrzne pomieszczenia domu, ale nie przenoszą żadnych obciążeń poza własnym ciężarem.

Ściana szczytowa to trójkątny fragment ściany zewnętrznej na wysokości poddasza przy dachach jedno lub dwuspadowych. Wielokrotnie spotkałem się z budowlańcami nazywającymi tak krótszą ścianę zewnętrzną na wysokości piętra lub parteru. Nie jest to poprawne określenie, ale w mowie potocznej ujdzie. Ściana kolankowa służy podniesieniu podniesieniu dachu, tak aby uzyskać większą powierzchnię użytkową poddasza.

Ściana fundamentowa i piwniczna to część ściany zewnętrznej, zagłębiona w gruncie. Ponieważ fundamenty muszą się znajdować poniżej poziomu przemarzania gruntu, trzeba je zagłębić, w zależności od rejonu Polski, na 1 do 1,5 m w głąb. Przy piwnicach głębokich, lub położonych na podmokłych terenach, ściany takie wykonuje się zwykle jako monolityczne z żelbetonu. Jest to jednak metoda kosztowna.

Można też się spotkać z tzw. ścianką oporową. Jest to wzmocnienie ściany szczytowej lub piwnicznej, zapobiegające przewróceniu ściany szczytowej pod wpływem podmuchów wiatru, a ściany piwnicznej z powodu naporu gruntu. Nie jest to poprawna nazwa, w zasadzie mur (ściana) oporowa to budowla mająca powstrzymać poziome parcie gruntu, ewentualnie mająca za zadanie przejęcia rozporu poziomego sklepienia łukowego, dość często stosowana w starych kościołach.

Ściany zewnętrzne mogą być ścianami jednowarstwowymi, dwuwarstwowymi i trójwarstwowymi. Najpopularniejsze są ściany dwuwarstwowe ocieplone metodą mokrą, gdyż mają najlepszy stosunek ceny do uzyskanych parametrów izolacyjnych i konstrukcyjnych. W kolejnych wpisach będę się zajmował tylko tym typem ściany, ale dla porównania opiszę pokrótce pozostałe.

Ściana jednowarstwowa, jak łatwo się domyślić, składa się tylko z jednej warstwy, pełniącej równocześnie funkcję konstrukcyjną i izolacji cieplnej. Uchodzi za łatwiejszą i nieco tańszą w wykonaniu od ściany dwuwarstwowej o takich samych parametrach izolacyjnych. Ponieważ materiały konstrukcyjne o najlepszych parametrach termoizolacyjnych mają współczynnik U (więcej o nim w przyszłości) 3-4 krotnie gorszy niż styropian czy wełna mineralna, muszą być odpowiednio grubsze. Ściana o parametrach wymaganych dla domu pasywnego, wykonana z betonu komórkowego, musiała by mieć ponad metr grubości. Taka sama ściana dwuwarstwowa będzie o grubości 40-45 cm, przy czym połowa tej grubości wynika z wymogów konstrukcyjnych.

Osobiście uważam, że stawianie ścian jednowarstwowym w budownictwie jednorodzinnym jest kompletnie pozbawione sensu. No chyba że ktoś z góry zakłada, że będzie ogrzewał dom za pomocą śmieci, chrustu lub mułu węglowego. Ewentualnie dobrze się czuje tylko w budynku o cechach zamku i zawsze marzył o wyglądaniu na świat przez okienka strzelnicze. Ściany jednowarstwowe są natomiast sensownym ekonomicznie rozwiązaniem dla nieogrzewanych, lub ogrzewanych sporadycznie, budynków gospodarczych.

Obecnie orientacyjny koszt postawienia ściany jednowarstwowej, spełniającej minimalne wymagania co do izolacyjności cieplnej to około 160-200zł za m2.

Ściana dwuwarstwowa składa się z warstwy konstrukcyjnej, przenoszącej obciążenia pozostałych części budynku i zewnętrznej warstwy ocieplenia. Najczęściej ociepla się budynki styropianem lub wełną mineralną w płytach. Styropian, jako najtańszy, używany jest głównie w systemie ETICS, zwanym też metodą lekką-mokrą lub BSO. Oczywiście, można w tej metodzie wykorzystać też wełnę mineralną. Polega ona na przymocowaniu materiału izolacyjnego do ściany konstrukcyjnej za pomocą kleju i ewentualnie kołków, następnie zabezpieczenie za pomocą warstwy zbrojącej, czyli siatki zatopionej w zaprawie. Na zbrojenie nakłada się następnie warstwę elewacyjna, czyli tynk lub płytki elewacyjne.

Obecnie orientacyjny koszt postawienia ściany dwuwarstwowej, ocieplonej metodą lekka-mokrą, to około 180-240zł.

Inną metodą ocieplenia ściany dwuwarstwowej jest metoda lekka-sucha. Polega ona na zbudowaniu na ścianie konstrukcyjnej rusztu (drewnianego, stalowego lub aluminiowego), pomiędzy którym układa się płyty z wełny mineralnej. Następnie do rusztu mocuje się warstwę elewacyjną. Jako elewację można wykorzystać deski drewniane, lub z tworzyw sztucznych, płyty włókno-cementowe, betonowe, łupek, kamień, ceramikę i podobne.

Zaletą tej metody jest możliwość stosowania w zasadzie dowolnego rodzaju elewacji. Często stosowana przy termomodernizacji starych budynków, gdyż pozwala uniknąć zniszczenia i zabrudzenia ogrodu. Z powodu zastosowania wełny mineralnej i szczeliny wentylacyjnej między elewacją a wełną, wskazana przy ocieplaniu budynków, które z jakiś powodów wymagają wysokiej paroprzepuszczalności ścian zewnętrznych. Jest to metoda odporna na błędy wykonawcze, nie wymaga wyspecjalizowanej i doświadczonej ekipy.

Niestety, metoda lekka-sucha jest droga, głównie ze względu na ceny materiałów izolacyjnych, płyty z wełny mineralnej są też zauważalnie droższe od styropianu. Czasami w ramach jednego budynku łączy się metodę lekką z metodą mokrą, tak aby uzyskać ciekawie wyglądająca elewację utrzymując przy tym rozsądny koszt wykonania.

Koszt wykonania ściany metodą lekką-suchą zależy głównie od kosztów warstwy elewacyjnej. Koszt ściany konstrukcyjnej, ocieplenia i robocizny to około 220-250zł za m2, najtańszą elewacją jest siding (takie paskudne listwy z pcv), już od 20zł za metr kwadratowy. Ceny najdroższych materiałów elewacyjnych mogą przekraczać 400zł za m2. Czyli łączna cena waha się od 240 zł do 650zł za m2

Ściana trójwarstwowa składa się z warstwy konstrukcyjnej, izolacyjnej i osłonowej. Przypomina tym trochę metodę lekką-suchą. Warstwę osłonową wykonuje się zwykle z ceramiki, najczęściej wykorzystywane są cegły klinkierowe. Można oczywiście jako warstwę osłonową wykorzystać cienkie pustaki ceramiczne i następnie je otynkować, ale uzyskujemy w ten sposób efekt wizualny taki sam jak przy metodzie lekkiej-mokrej tylko przy dużo wyższej cenie.

Warstwa osłonowa stoi na fundamencie, choć musi być też przytwierdzona kotwami do ściany konstrukcyjnej. Ponieważ między warstwą osłonową a termoizolacją wskazana jest szczelina wentylacyjna, przy zastosowaniu wełny mineralnej wręcz konieczna, trudno uzyskać grubszą warstwę izolacji niż 15 cm.

Ściany trójwarstwowe są bardzo trwałe, ceramika, silikaty, a zwłaszcza klinkier, są wyjątkowo odporne na warunki atmosferyczne. Ten typ elewacji w zasadzie wymaga jedynie mycia co kilka - kilkanaście lat. Cena zależy głównie od kosztów materiału osłonowego (elewacyjnego). Najtańszy jest silikat, najdroższa cegła klinkierowa. Łączny koszt budowy takiego muru waha się między 250 zł a 450 zł.

9

Dziś pora aby wrzucić na bloga kilka szkiców budynku.

Zanim doszliśmy to docelowej koncepcji rozważaliśmy kilka innych rozwiązań. W tym dom całkowicie parterowy, w kształcie litery L. Szacunkowy koszt budowy takiego domu jednak całkiem nas zniechęcił. Na wczesnym etapie rozważań odpadło też kilka innych pomysłów.

Dość długo trwały prace nad projektem, który prezentuję poniżej. To już była koncepcja zakładająca budowę domu pasywnego, z przeszkleniami skierowanymi na południe, jednym pionem instalacyjnym. Miał mieć okap i balkony jako ochronę przed przegrzewaniem w lecie. W kształcie był to prostokąt z dwoma ściętymi rogami. Ogrzewany gazem.

Szkic wczesnej koncepcji domu
Wczesna koncepcja, widok od frontu
Widok od tyłu - wczesna koncepcja
Wczesna koncepcja, widok od tyłu

Rogi budynku były ścięte, gdyż wybrana przez nas działka jest długa i wąska, ustawiona na linii północny zachód - południowy wschód. Aby zmieścił się na niej budynek z frontem skierowanym na południe, trzeba go postawić nieco na ukos od osi działki. W takim ustawieniu mieści się tylko typowa kostka, albo dom o prostokątnej podstawie, ale ze ściętymi rogami. Ścięcie północno – zachodniego rogu pozwalało nam też na uzyskanie ściany bez przeszkleń – czyli takiej którą można postawić w odległości 3 metrów od granicy działki.

Po przeliczeniu kosztów budowy balkonów i okapów postanowiliśmy z nich zrezygnować. Duży taras i bardzo duży ogród spokojnie zastępują balkon. Do ochrony przed przegrzaniem o wiele lepiej sprawdzają się tańsze rolety i markizy. Celowość istnienia okapu jest dyskusyjna, a wzrost kosztów oczywisty. O okapie będzie jeszcze osobny wpis.

Stara bryła pozbawiona balkonów i okapu wyglądał po prostu paskudnie. Ścięte rogi utrudniały aranżację wnętrza, a cała konstrukcja niezbyt spełniała wymogi prostoty.

W końcu doszliśmy do idei domu na planie sześciokąta nieforemnego, rozciągniętego na linii wschód – zachód. To zaledwie koncepcja jak ma wyglądać bryła budynku. Docelowy projekt będzie się różnić w wielu szczegółach, takich jak układ okien wygląd podmurówki, czy elewacji.

Szkic frontu domu
Szkic tyłu domu

Jak widać, jest to jeszcze bardzo surowy szkic domu. Nie jest pokazany taras od frontu z konstrukcją do rozciągania markizy na lato. Nie ma schodków prowadzących do drzwi wejściowych. Brak komina i wielu innych szczegółów. Ale pozwala się zorientować, jaki dom chcemy postawić.

Rozważamy jeszcze wersję domu bez piwnicy, za to z poddaszem użytkowym, spełniającym rolę magazynowo – warsztatową. W takim wypadku piętro będzie zaczynało się tuż nad ziemią, a nie podniesione na wysokość 1 m. Znacznemu podwyższeniu ulegną też ściany kolankowe i szczytowe. Z różnych względów wolimy jednak piwnicę, o ile strych nie okaże się zdecydowanie tańszy, zostaniemy przy pierwszej koncepcji.

Możliwe, że od strony północnej pojawi się wiata w postaci konstrukcji samonośnej. Będzie służyła jako osłona schodów wejściowych przed warunkami atmosferycznymi i równocześnie – jako duży balkon.

Plan domu na podstawie sześciokąta ma kilka zalet i dwie wady. Wadą są dwa dodatkowe rogi (sześć zamiast czterech) i nieco trudniejsza aranżacja wnętrza. Jak pisałem wcześniej, ze względu na ukształtowanie działki i tak musielibyśmy ściąć dwa rogi domu.

Zalety to wygląd bryły, łatwiejsza, bo w pełni symetryczna konstrukcja domu (w stosunku do ściętych rogów a nie budynku na planie prostokąta) i przede wszystkim – ekspozycja aż 3 ścian na promienie słoneczne. W polskich warunkach dodatni bilans energetyczny mają szyby skierowane na południe, południowy wschód i południowy zachód. Zwiększyliśmy też objętość domu, zmniejszając jego obwód. Dwa ostatnie czynniki powinny dodatkowo obniżyć koszty ogrzania naszego domu.