Przeskocz do treści

Czym grzać? Polemika.

Maczeta Ockhama zamieścił duży i ciekawy komentarz pod jednym z wcześniejszych moich wpisów. Tak się rozpisałem w odpowiedzi, że wyszedł mi kolejny wpis. Przed przeczytaniem poniższego tekstu, warto się zapoznać najpierw z tym komentarzem.

Zrobiłem na razie bardzo wstępne wyliczenia co do źródła ciepła dla planowanego przez nas domu. Dla różnych opcji. Przy założeniu bufora ciepła, średniej klasy rekuperacji i żwirowego, gruntowego wymiennika ciepła. Z nich mi wyszło, że zapotrzebowanie roczne na ciepłą wodę użytkową będzie większe niż zapotrzebowanie na ogrzewanie. Liczyłem zarówno koszt paliwa, instalacji, konserwacji, jeśli potrzebne - koszt pomieszczenia na postawienie kotła. Uwzględniałem wymianę sprzętu co kilka lat, dość optymistycznie do trwałości sprzętu podchodząc.

Nie jest niczym dziwnym, że palenie śmieciami lub mułem węglowym wychodziło najtaniej. Niewiele drożej wychodzi samodzielnie suszone drewno. Węgiel dobrej klasy i pelety wychodzi kosztowo podobnie do gazu (gaz nie wymaga osobnego pomieszczenia i można zrezygnować z komina przy zamkniętej komorze spalania).

Największym szokiem dla mnie było, że koszt ogrzewania prądem w II taryfie wychodził zbliżony do kosztu ogrzewania węglem, gazem czy peletem. Przy rezygnacji z kaloryferów i przejściu na akumulacyjne, elektryczne ogrzewanie płaszczyznowe, prąd cenowo konkuruje z kupnem suszonego drewna, pozostawiając gaz i węgiel daleko w tyle. Gorzej to wygląda, jeśli się uwzględni, że stosując II taryfę mamy dużo droższy prąd w przeciągu dnia. Ale wspomagając się automatyką i przy drobnych zmianach w przyzwyczajeniach można to ograniczyć. Choćby przez włączanie pralki i zmywarki tylko w II taryfie.

Z pamięci, gdyż zgubiłem notatki, koszt ogrzewania i CWU prądem w II taryfie dla 288 m2 i 4 osobowej rodziny wychodził niespełna 3000 zł. Rocznie. Do tego inwestycja w grzałkę w wysokości około 500zł. Raz na dekadę. Pomieszczenie na kotłownię, komin i kocioł spełniający nowe wymagania to koszt minimum 18 000 zł. Węgiel dobrej jakości będzie kosztował nieco powyżej 1000zł rocznie. Zwróci się mniej więcej po 9ciu latach. Akurat na czas aby wymienić kocioł na nowy. Ten się zwróci szybciej, ale trzeciego kotła już raczej nie zdążę zamontować. Z racji wieku i chorób raczej nie będzie mi się już chciało bawić w palacza i zamontuję grzałkę elektryczną w buforze...

Zszokowanym cenami uświadamiam, że to nie jest błąd. W domu pasywnym roczny koszt ogrzewania i ciepłej wody jest standardowo niższy niż miesięczny koszt samego ogrzewania w domu postawionym w latach 90tych...

Wszelkie pozostałe rozwiązania do kupna „z półki” wychodziły dużo drożej. Skrajnie niekorzystnie wypada gruntowa pompa ciepła, z kosztem instalacji powyżej 40 000 zł i rocznym kosztem prądu w okolicy 500zł. Nie zwraca się nigdy. Kiepsko wypadają też próżniowe kolektory do grzania wody, czy standardowa powietrzna pompa ciepła (blisko 20 000 zł i 1000 zł za prąd). Od kolektorów próżniowych taniej wychodzą panele słoneczne.

Oczywiście to były bardzo wstępne obliczenia. Po skończeniu projektu domu dopiero będę liczył dokładne zapotrzebowanie na ciepło, na teraz nie wiem nawet jakie będziemy mieli uzyski ciepła z okien, a przy domach pasywnych to dużo zmienia. Zamierzam zrobić arkusz liczący mi zapotrzebowanie a więc i koszt ogrzewania w cyklu dziennym, a jeśli zdobędę odpowiednie dane – godzinowym. Przy odrobinie szczęścia dotrę do tego za rok. Teraz nie mam nawet czasu aby skończyć pisać cykl artykułów o ścianach dwuwarstwowych...

Mój pomysł na ogrzewanie jest taki, że bezpośrednio do bufora ciepła podpinam moduł zewnętrzny małej PPC, takiej do 7kw. To kosztuje poniżej 5000 zł. Do tego w buforze grzałka, kolejne 500zł. Pompę ciepła uruchamiam tylko w II taryfie. Co oznacza, że pompa będzie działać przez 10 miesięcy w roku. Może trochę dłużej przy dobrych warunkach klimatycznych. Czyli służy do produkcji CWU i dogrzewania w okresie przejściowym. Zamierzam na czerpnię pompy skierować wyrzutnie powietrza z wentylacji. Nawet pomimo rekuperacji i zmieszania z powietrzem atmosferycznym (z wentylacji będzie pochodzić około 40% powietrza potrzebnego pompie), co najmniej przez 10 miesięcy PPC będzie efektywnie działać w temperaturze powyżej 4 stopni. Dodatkowo zakładam, że pompa działa tylko do momentu, gdy COP jest korzystne. COP wynika z różnicy temperatur między górnym a dolnym źródłem ciepła. Przy różnicy 15 stopni cop to 7,5, przy różnicy 35 stopni cop to 3, przy różnicy 60 stopni cop jest poniżej 2. To uwzględnia prąd potrzebny dla pompy obiegowej, nie uwzględnia usuwania lodu z czerpni. Jeśli temperatura powietrza, pomimo podgrzewania powietrzem pochodzącym z wentylacji, spadnie poniżej 4 stopni, to pompa ciepła się wyłączy. Jej funkcję przejmie grzałka. To samo się stanie, jeśli różnica temperatur stanie się zbyt wielka (czyli powyżej 45 stopni), wtedy też się włączy grzałka. Co oznacza, że w okresie od kwietnia do października (średnia temperatura powietrza powyżej 8 stopni) PPC grzeje wodę w buforze do 55 stopni, z COP w okolicach 4. Zwykle w marcu i listopadzie będzie się opłacało podgrzać wodę PPC do około 40 stopni, a dopiero powyżej włączyć grzałkę. Grudzień, styczeń i luty – w tym okresie, przynajmniej przez część czasu, temperatury powietrza i tak przekroczą 4 stopnie, więc też będzie się opłacało użyć PPC i zagrzać wodę choćby do 40 stopni. Resztę dogrzeje się grzałką.

W ten sposób, roczny koszt ogrzewania po części PPC a po części grzałką, wszystko w II taryfie, powinien być niższy niż 1500zł. Przy koszcie inwestycji nieco ponad 5000zł, Do tego dojdzie raz w roku przegląd pompy za 150zł. Zero mojej pracy, pełna automatyka, będę mógł grzać dom nawet zdalnie.

Ponieważ ze względów estetycznych chcemy mieć w domu kominek/kozę pragnę ją wykorzystać jako awaryjne źródło ciepła. Mniej więcej raz dziennie będzie mi się chciało załadować kozę drewnem (bez dorzucania) i posprzątać potem popiół (odkurzacz centralny przy kozie). Tak aby przyjemnie zjeść kolację razem z rodziną. Koza wychodzi dużo taniej od kominka, udało się nam znaleźć ładny i niedrogi model o dobrej wydajności z płaszczem wodnym. Tak się składa, że jeden wkład do tego kominka pokrywa dzienne zapotrzebowanie na ciepło naszego domu nawet w okresie mocnych mrozów. Za drewno na 60 wkładów do kozy zapłacę około 200zł. Przy takim założeniu roczny koszt CO i CWU będzie poniżej 1000 zł. Koszt kozy, komina, miejsca na kozę, instalacji itp. wyniesie 10 000zł. Czyli w stosunku do PPC + grzałka będzie się zwracać 20 lat. Ekonomicznie mało sensowne, ale jak piszę – kominek w salonie jest jednym z powodów, dla którego chcemy się przeprowadzić do domu. Nie rozpatruję tego tylko w kategoriach opłacalności. Dodatkowo taki kominek jest zabezpieczeniem na wypadek dłuższego okresu bez prądu.

Co do pieca zewnętrznego i murowanego bufora. Z piecem poza domem wiąże się spora niewygoda – aby do niego dorzucić, trzeba się ubrać i wyjść na mróz. Zdecydowanie wolę rozwiązania bezobsługowe, albo takie, których obsługa jest dla mnie formą rozrywki. Przy powyższych założeniach opłacalność takiego pieca będzie dla mnie znikoma. Ale któremuś z czytelników takie rozwiązanie może się opłacać – np. jako piec na zewnętrznej ścianie domu, służący też jako grill i wędzarnia. Problem w tym, że taki piec jako źródło ciepła nie zostanie dopuszczony przy odbiorze domu. Murowany bufor ciepła też. Bo nie ma pieczątki UDT. Jest problem z odbiorem samodzielnie wykonanych klasycznych buforów ciepła.

Osobiście znam przypadek, kiedy odmówiono odbioru domu w którym był piec gazowy z zamkniętą komorą spalania. Gdyż w domu nie było komina. Zgodnie z przepisami rurę czerpni/wyrzutni pieca z zamkniętą komorą można wyprowadzić bezpośrednio przez ścianę (byle daleko od okien). Ale kretyn, który to odbierał dom uparł się, że ma być komin. Przepisy nieistotne, projekt do kosza, komin ma być, bo jak jest piec gazowy to ma być komin i dyskusji nie ma. Znajomi zainstalowali zewnętrzny komin stalowy, dłuższy niż dopuszczalny dla tego modelu pieca – ale to już kretynowi nie przeszkadzało, bo miał swój ukochany komin. Instalacja komina była tańsza i dużo szybsza niż sądzenie się z głupkiem.

Na odbiór pieca zewnętrznego i murowanego bufora nie ma w Polsce szans. Znaczy jak się trafi na w miarę przyjaznego inspektora, to on to wpisze piec jako grill zewnętrzny a bufor jako akwarium dla ryb głębinowych, ale oprócz tego trzeba będzie zainstalować jakieś inne źródło ciepła tylko na odbiór. Co raczej całkowicie zniweluje sens ekonomiczny takiego przedsięwzięcia.

Chciałbym zainstalować PV. Niestety, obecnie rządzący postanowili, że Polska węglem stoi, w wyniku czego obecnie instalowane przez konsumentów instalacje PV nie mają szans się zwrócić. System obecnie polega na tym, że oddaje się do sieci prąd produkowany w trakcie szczytu (a więc najdroższy), co dla sieci przesyłowych i zakładów energetycznych jest tak niekorzystne, że w zamian za to oddadzą 80% prądu produkowanego poza szczytem. Taniego, czasami wręcz o ujemnej wartości. Biorąc pod uwagę, że w Polsce cena prądu to tylko połowa całkowitej faktury, realnie odzyskuje się 40% wartości oddanego w czasie szczytu prądu. Inaczej mówiąc, każdy kto oddaje do sieci choć kilowat prądu jest kimś pomiędzy frajerem a ofiarą grabieży. Co powoduje, że sens ma instalowanie tylko instalacji, których szczytowa produkcja prądu jest w całości wykorzystywana w budynku. Czyli jeśli nie używasz klimatyzacji, to instalacja jest tak mała, że koszty inwertera, mocowań, pracy itp. są dużo wyższe niż koszty samych paneli PV.

Jest szansa, że jak zacznę budowę domu, to zasady zmienią się na sensowniejsze. Albo ceny baterii spadną na tyle, że będzie się opłacało z nich skorzystać. Na chwilę obecną bardziej się opłaca postawić w piwnicy agregat na ropę. Albo na muł węglowy – obecne dokonania ministrów Tchórzewskiego i Szyszki sugerują, że takie agregaty mają szanse na solidne dofinansowanie ze strony państwa.

Ogrzewanie całkowicie powietrzne właśnie rozważam. Konkretniej nagrzewnica w kanałach wentylacyjnych, w salonie klimakonwektor, także do ewentualnego chłodzenia. W kilku pomieszczeniach w piwnicy (warsztat, siłownia, chłodnia) także klimakonwektory. W piwnicy będę utrzymywał niższą temperaturę niż w reszcie domu, tylko czasami i na krótko będę potrzebował podgrzać (lub schłodzić) te pomieszczenia. Klimakonwektory świetnie się do tego sprawdzają. Do tego ręcznikowce i być może ogrzewanie podłogowe w łazienkach. Jeśli się zdecydujemy na maksymalnie tanią inwestycyjnie instalację grzewczą, to będzie się ona składała ze żwirowego, gruntowego wymiennika, następnie rekuperatora, a potem grzałki elektrycznej. Oraz mat grzewczych elektrycznych w łazienkach.

9 thoughts on “Czym grzać? Polemika.

  1. Rewolucja Energetyczna

    OK, teraz ideę PC rozumiem i uważam za bardzo rozsądną w tej roli i miejscu.
    Z kozą już dyskutować nie będę, bo to kwestia gustu i tyle, choć mam jedną uwagę: jeśli mówimy o kozie jako awaryjnym źródle ciepła, z płaszczem wodnym i połączeniem z buforem, to jest kwestia ruchu wody w tym połaczeniu. Grawitacyjnego pewnie się nie da, bo zgaduję bufor w piwnicy a kozę w salonie wyżej, więc jest kwestia awaryjnego zasilania przynajmniej małej pompy w tym jednym obiegu.
    Mamy drugą sprawę: działanie instalacji wentylacyjnej w czasie braku prądu. W lecie mały problem, ale przy -15 C już spory.
    Jedno rozwiązanie to klasyczne, z kominem i zaciąganiem powietrza przez piec, co implikuje szczeliny wentylacyjne, etc. IMO bez sensu, bo to są koszty których można uniknąć, oraz zupełnie zbędne miejsca do ucieczki energii.
    Drugie to w pełni niezawodne 24/7 działanie wentylacji mechanicznej. Co efektywnie oznacza jakieś magazynowanie elektryczności, czyli w domowych warunkach akumulator.
    Jeśli jest akumulator to mamy dwie możliwości, albo go ładujemy z sieci i używamy inwertera do zasilania krytycznych rzeczy, albo, co ja preferuje, rzucamy 230 AC w cholerę i robimy krytyczną instalację od razu w niskonapięciowym DC.
    Krytyczną, czyli wentylatory przy rekuperatorze, trochę świateł, możliwość ładowania telefonu, router, komputer(y)
    Tej części instalacji nie robić jako awaryjnej, tylko jako własną, niezawodną, do stałego korzystania. Inwerterów zasadniczo nie potrzeba, policzyć tak, aby przez jaśniejszą połowę roku PV wydalało, a przez ciemniejszą jakiś wiatraczek (choć to może hałasować może lepiej więcej PV i doładowanie z sieci w środku zimy), , drobnym problemem zostaną baterie. Ale wbrew pozorom drobnym. Ja w miarę wiem co się dzieje i przy budowie za kilka lat od razu możesz kalkulować 150 USD/kWh już gotowego banku baterii litowych. I na pewno nie jest to zbyt pesymistyczny szacunek, a raczej odwrotnie.
    To przy okazji wskazuje niskonapięciowe wentylatory, najlepiej z najmocniejszych komputerowych, gdzie silniki stałomagnesowe DC są dużo sprawniejsze od uniwersalnych z zasilania 230 AC i przy okazji pozwalają na nieskończenie płynne sterowanie mocą. Tylko pewnie nie mają certyfikatów dopuszczenia budowlanego?

    W poprzednim komentarzu trochę ściąłem ten problem. Chodziło mi o sytuację, w której wentylacja jest zasilana, ale nie ma prądu w sieci. Dla oszczędności baterii można układ zrobić tak, aby nagrzewnice przy reku były zasilane grawitacyjnie i nawiewy były w stanie dostarczyć ciepło do wszystkich krytycznych miejsc. Niekrytyczne mogą czekać aż wróci prąd sieciowy i zasilanie pompy CO (czy jakkolwiek będzie to zrobione).
    I uważam, że jeśli dobrze policzyć to już się opłaca korzystać z baterii, a za drobne kilka lat to będzie no-brainer.

    Odpowiedz
  2. Arturro

    Planuję dość rozbudowaną automatykę domową oraz kilkustopniowe zabezpieczenie przed brakiem prądu. W Bieszczadach krótsze, lub dłuższe zaniki prądu już teraz się dość często zdarzają, nie spodziewam się poprawy, raczej w drugą stronę.
    Będzie to kombinacja PV, baterii i agregatu prądotwórczego. Jak będę się akurat nudził i był w nastroju "survivalowym" to zapewne sklecę agregat prądotwórczy na gaz drzewny. Na początek kupię zwykły agregat w supermarkecie. Jaki będzie stosunek mocy agregatu do baterii i do paneli słonecznych będzie zależało od aktualnych cen. Nie upieram się przy niczym.
    Dzięki automatyce łatwo ustawić hierarchię odbiorników prądu, w zależności od jego dostępności. Pewnie coś w stylu:
    I Tani prąd (PV lub II taryfa) - działa pompa ciepła, grzałka w buforze, pralka, zmywarka, ładowanie baterii robotów/pojazdów, inne niekrytyczne a prądożerne urządzenia.
    II Drogi prąd (z sieci) - zasadniczo działają wszystkie urządzenia poza wyżej wymienionymi.
    II+ Płyta indukcyjna, piekarnik elektryczny czy urządzenia w warsztacie będzie można włączyć w tej kategorii, ale będę się starał tak ustawić, by to był wyjątek a nie norma.
    III Brak prądu z sieci (PV) - działają urządzenia w trybie awaryjnym. Działają światła, wentylacja, lodówki, komputery, alarm, pompy cyrkulacyjne. Ale już się nie da włączyć urządzeń z kategorii II+, odkurzacza centralnego, części AGD i RTV. Jeśli poziom baterii spadnie poniżej 50% uruchamia się agregat prądotwórczy.
    IV Katastrofa. Poziom naładowania baterii jest poniżej 50% a nie da się uruchomić agregatu. Działa wyłącznie wentylacja na najniższym biegu, część pomp cyrkulacyjnych, światła awaryjne, alarm, lodówki.
    Jeśli nikt nie jest w stanie szybko zareagować na stopień "katastrofa", to prawdopodobnie oznacza, że i tak w domu i jego okolicach już nie ma żywych ludzi...

    Instalację elektryczną będę miał na prąd zmienny i tylko częściowo na prąd stały. To wynik moich doświadczeń - w starym mieszkaniu (z 2009 roku, więc nie jakoś bardzo starym) zainstalowałem szereg mniej lub bardziej eksperymentalnych rozwiązań. Jak np. autorski system automatyki domowej (w wykonaniu mojego brata), częściowo instalację 12V i kilka innych nietypowych drobiazgów. Teraz mam z tym problem. Z instalacją 12V na czele.
    Jak tworzyłem oświetlenie, założyłem, że najtańszym i najtrwalszym rozwiązaniem jest połączenie pasków ledowych i reflektorków led na prąd stały. O ile paski ledowe teraz się dobrze trzymają, to reflektorki led 12V są w odwrocie. Trudno kupić, marny wybór, ceny wysokie. Wygrały ledy na prąd zmienny (znaczy każdy z własnym zasilaczem), gdyż mało komu chciało się robić w domu instalację na prąd stały. Nic nie wskazuje aby ten trend miał się w najbliższym czasie zmienić.
    Tak, mając instalację PV racjonalnym jest zasilanie większości domowych urządzeń bezpośrednio prądem stałym, niż stosowanie systemu PV - inwerter zmieniający prąd stały na zmienny - kabel - zasilacz zmieniający prąd zmienny na stały - urządzenie. Sensowniej jest PV - kabel - urządzenie. W teorii. W praktyce większość urządzeń zasilacz ma wbudowany. Aby podpiąć je bezpośrednio do prądu stałego musimy ingerować w urządzenie. Gwarancja przepada. W razie zwarcia i pożaru - ubezpieczenie przepada (bo grzebaliśmy w urządzeniu elektrycznym). W przypadku tych kilku urządzeń które wymagają prądu zmiennego trzeba do nich dodawać lokalny, mały inwerter. Znowu kłopot.
    O ile nie zostanie jakoś odgórnie wprowadzone zarządzenie, że typowe urządzenia domowe mają być obowiązkowo dostępne w dwu wersjach (na prąd zmienny i prąd stały) i to w tej samej cenie, domowa instalacja na 12V (czy 24V) jest mało praktyczna. Teraz część urządzeń ma zewnętrzne zasilacze i można je bezpośrednio podpiąć pod instalację (o ile nie będzie problemów ze zbyt dużą/małą ilością amperów), ale za to panuje wolna amerykanka w wersji wtyczek. Brak unifikacji.

    Co do rozwiązań nietypowych, typu własna dłubanina. Uwielbiam takie rozwiązania. Hobbistycznie. W praktyce spotykam się z trzema poważnymi przeszkodami:
    - Przepisy. Jeśli gdziekolwiek potrzebny jest jakiś oficjalny papierek, certyfikat itp. to ręczna dłubanina w zasadzie odpada. Przy prywatnym użytkowaniu to mały problem, ale przy odbiorze domu już certyfikaty Urzędu Dozoru Technicznego i podobnych instytucji są konieczne. Podobnie jak doszło do jakiegoś nieszczęścia i staramy się o odszkodowanie. Większość ubezpieczycieli zwalnia się obowiązku wypłaty odszkodowania jeśli choć pośrednio uda się im powiązać katastrofę z "nielegalnym" sprzętem.
    - Standaryzacja. Rzeczy nietypowe są droższe, trudno wymienić. W trakcie eksploatacji domu może się okazać, że właśnie z powodu braku części zamiennych koszta utrzymania gwałtownie rosną.
    - Bycie niezastąpionym. Tylko twórca nietypowej dłubaniny wie, jak to coś zostało zrobione. Nawet jeśli zostawił diagramy i projekty, to w razie braku twórcy szybko się okazuje, że nie ma kto tego naprawić/usprawnić. A jeśli sam twórca nie zostawił dokładnych zapisków i zapomniał jak to zrobił, to sam będzie miał problem. Tak jak ja teraz mam problem z autorską automatyką.

    Staram się to obejść w ten sposób, że wykorzystuje standardowe elementy, co najwyżej łącząc je w nietypowy sposób. Nie ma wtedy problemu z wymianą elementów, a co bardziej pozbierany technik będzie miał szanse naprawić moją dłubaninę - bo 90% elementów rozpozna od razu a po chwili zastanowienia zdoła odgadnąć jak to działa.

    Odpowiedz
  3. m0rwen

    Z tym zwrotem PV nie może być aż tak źle, skoro np. taka IKEA zdecydowała się wejść w ten rynek u nas. Zdaje się, że opust dotyczy całości (energia+dystrybucja), a nie jedynie ceny energii, co urealnia mocno czas zwrotu. A poza tym najtańsza wychodzi ta energia, którą sam wyprodukujesz i na miejscu skonsumujesz. Czyli pierwsze kilka modułów PV zwraca się naprawdę szybko, zwłaszcza jeśli rzecz dotyczy droższej dzienne taryfy. W praktyce nic nie jest pewne -- pierwszy rachunek przyjdzie za pół roku 😉

    Odpowiedz
  4. Rewolucja Energetyczna

    Argumentację rozumiem i generalnie sie zgadzam. Ale naprawdę bym solidnie przeliczył kwestię stopnia IV z definicji jako działającego na bateriach, lub dołożył stopień V działający w taki sposób. Złożony z wentylacji na minimum, szczątkowego oświetlenia i tyle, może alarmu.
    W takim przypadku lepiej wszystko na prądzie stałym, w szczególności wentylacja, najbardziej energochłonna z wszystkiego. Jeśli będzie gruntowy wymiennik, to sama wentylacja utrzyma temperaturę zdatną do życia nawet w krytyczne mrozy.
    Dlaczego się upieram przy DC? Przy prądzie z baterii, przez dobry zasilacz komputerowy do standardowych wentylatorów komputerowych (lepszej klasy) masz sprawność baterie-> wał wentylatorka rzędu 70%, może więcej. Przy baterie ->inwerter -> silnik uniwersalny (po polsku chyba się nazywa prądu stałego sprawność wyjdzie w okolicach 20%,a na niższych biegach jeszcze mniej. Nie przesadzam, przynajmniej niedużo.
    Tak duża różnica robi dla zużycia z baterii, więc zwiększa ich ilość lub częściej wymaga generatora, najbardziej zawodnego elementu w tym wszystkim.
    Można pomyśleć nawet o obejściu, standardowy układ z sieciowymi wentylatorami jak jest prąd i obejście dla zasilania bateryjnego.
    Wszystko zasilane po prostu ze stacjonarnego komputera. O ile się orientuję (choć nie jestem 100% pewien) nie ma tak naprawdę wielkiego problemu z podaniem do zwykłego zasilacza DC i to chyba nawet do podłączenia sieciowego, bo i tak zaraz za nim jest mostek prostowniczy.

    Odpowiedz
  5. Rewolucja Energetyczna

    A propos kozy
    Z gustem nie zamierzam dyskutować, ogień jest atawistycznie przyjemny i prawie każdy go lubi, etc.
    Ale mówimy o tak małym zapotrzebowaniu energetycznym, że poza największymi mrozami użycie kozy w domu będzie praktycznie niemożliwe, bo tak czy inaczej wytworzy zbyt wiele ciepła. Oczywiście można i w zimie obejść rekuperację i prawdopodobnie tylko tak może zapewnić komfort mieszkania a nie sauny. Ale po co? IMO używanie jakiegokolwiek paleniska będzie łączyło się z koniecznością zimnego nawiewu.

    Odpowiedz
  6. Arturro

    @m0rven - system upustów dotyczy niestety tylko zmiennej części opłat za prąd elektryczny. Teoretycznie płaci się w rachunku opłatę stałą (w przybliżeniu opłata za infrastrukturę) oraz zmienną (w przybliżeniu - za zużyty prąd). Teoretycznie stała nie jest zależna od zmiennej, ale w praktyce zbliża się do 50% wysokości rachunku za prąd. Być może dla prosumentów to wygląda inaczej, ale wg. doniesień medialnych na rynku domowych PV w Polsce doszło do załamania.

    @Rewolucja Energetyczna - nawet się nie spodziewałem, że aż takie straty mogą być na wentylatorach. Będę musiał się rozejrzeć za rekuperacją, którą można "oficjalnie" zasilać prądem stałym.
    - właśnie dlatego wybrałem kozę z płaszczem wodnym - aby w możliwie dużym stopniu przetransferować ciepło z salonu do bufora cieplnego. Do tego celu mam też zamiar wykorzystać wentylację. Jak juz dokładnie policzę zapotrzebowanie cieplne, będę pod to dopasowywał moc "kozy".
    - w Bieszczadach zdarzają się duże mrozy, nawet -20 stopni. Zwykle wtedy pada sieć elektryczna. Alternatywna metoda ogrzewania w takich momentach, całkowicie niezależna od infrastruktury, jest koniecznością.

    Odpowiedz
    1. m0rwen

      @Arturro - Dziś dostałem pierwsze prosumenckie rozliczenie mikroinstalacji fotowoltaicznej z PGE. Za okres od montażu licznika dwukierunkowego 8 czerwca, do końca pierwszego półrocza (mają rozliczać w rytmie półrocznym), czyli 30 czerwca. W tym czasie oddaliśmy do sieci 2kWh. A ponieważ 80% z 2, po zaokrągleniu do całości to nadal 2, to nasz opust wyniósł 100% -- oszukaliśmy system 😉

      Na oddanej do sieci i ponownie pobranej energii odzyskaliśmy po 65gr/kWh, czyli razem 1,3zł. Rozliczają w dość prosty sposób: 80% wprowadzonej do sieci energii odejmują od całkowitego zużycia w strefie dziennej (wysokiej taryfie), a dopiero od pomniejszonej ilości naliczają wszystkie opłaty -- stałe, zmienne, jakościowe, sieciowe, etc...

      Oczywiście największy zysk jest na energii, której w ogóle nie kupowałem, bo wyprodukowałem sam i natychmiast sam skonsumowałem. Od momentu podłączenia jednego używanego panela fotowoltaicznego 240Wp z mikroinwerterem, co zrobiłem 22 marca, do chwili obecnej (5 miesięcy) wyprodukował on 104kWh. Co by się zgadzało z teoretycznymi założeniami o uzysku ~215kWh rocznie z takiego panela (nowe są ciut wydajniejsze).

      Podsumowując: przez pół roku oszczędziłem w rachunku 68zł, przy inwestycji początkowej 850zł (najdroższy był nowy mikroinwerter). W tym tempie zakup zwróci się po 6 latach. Najszybciej zwracać się będzie pierwsze kilka paneli, przeznaczonych na autokonsumpcję, ale kolejne liczę, że będą tańsze (nim na nie odłożę 🙂 Dla płaskiej taryfy całodziennej, kalkulacja będzie trochę niższa.

      Tym samy chciałem zdementować rozsiewane tu i ówdzie plotki, że ustawowy "opust" naliczany jest jedynie od części opłaty za energię -- naliczany jest od całości, z dystrybucją i pozostałymi. Opłaty stałe pozostały niezmienne (circa).

      Odpowiedz
      1. Arturro

        Przyznaję, że nie analizowałem ostatecznej wersji ustawy o oze, korzystałem ze stron tym tematem się zajmujących. Głównie http://solaris18.blogspot.com oraz doniesień medialnych. Nie znajdę już gdzie czytałem, że opust jest tylko od opłaty za sam prąd, ale trafiłem na to w kilku miejscach.
        Z drugiej strony powinienem był wziąć na logikę, że odliczenie od rachunku energii podlegającej opustowi automatycznie zmniejsza opłatę za dystrybucję - bo nie ma przesyłu tej energii...
        To że opust w pierwszej kolejności odliczany jest od taryfy dziennej musi poprawić opłacalność inwestycji. Z drugiej strony 6 letni czas zwrotu przy tak małej inwestycji w PV i korzystaniu z tańszych używek to słaba zachęta do instalacji takich PV.
        Zakładam, że kupowałeś za gotówkę nie na kredyt. Inwestorzy, którzy kupią nowe panele za gotówkę i kredyt nie mają w takiej sytuacji szans na zwrot z inwestycji w sensownym czasie. A jeżeli ktoś zakupi przewymiarowaną instalację, to może się znaleźć w bardzo nieciekawej sytuacji.

        Odpowiedz
  7. Rewolucja Energetyczna

    To nie jest kwestia rodzaju zasilania a konstrukcji silnika.
    Problem polega na tym, że olbrzymia większość silników małej mocy to tzw. silniki uniwersalne, które można zasilać dowolny prądem i będą działać, ale większość prądu idzie w ciepło.
    Silniki wysokiej sprawności to klatkowe i na magnesach stałych.
    Te pierwsze to w praktyce trójfazowe, a te drugie najłatwiej i najtaniej znaleźć jako wentylatory komputerowe. Najmniejszej mocy trójfazowe są gdzieś w górnym zakresie akceptowalnej mocy, najmocniejsze komputerowe w dolnym. Można to jakoś połączyć.
    Jeśli mówimy o nieodstępowalnie rzeczach zatwierdzonych w budowlance to szukaj ze sterowaniem inwertorowym (falownikowym). To jest faktycznie silnik trójfazowy z inwerterem, które od technicznej strony zawsze można zasilać prawie dowolnym prądem, od faktycznej mogą mieć wyprowadzone połączenie lub nie, to oczywiste.
    Tak, domyślałem się, ze problemy z prądem są największe przy największych mrozach. Ale:
    1. Fotowolatika wbrew pozorom działa wtedy b.dobrze. Zwykle mamy czyste niebo, a sprawność PV rośnie przy spadku temperatur, mimo krótkiego dnia produkcja jest sensowna. Grzałka i do bufora.
    2. Odpowiedzi na przerwy w dostawach są dwie- produkować swoje lub więcej magazynować. Jeśli możesz mieć przerwy 5 dni przy -20, to może po prostu taki bufor? Albo jak problem z papierami i odbiorem to jeden legalny, nawet śmieszny typu 200 l, czy co tam robią i obok "akwarium" 10 m3. Jak liczyłem sobie kiedyś domek w PL, to własnie mi tak wychodziło- sensowny bufor to pomiędzy 5 a 10 m3. Ale ja od kiedy rzuciłem palenie to nie używam ognia w żadnej postaci, nawet nie widuję..
    Z mocą pieca mamy ten problem, że rozsądnie rzecz biorąc palenie w piecu na paliwa stałe na mniej niż 70-80 mocy nominalnej nie ma sensu. To nawet nie jest kwestia kopcenia, co asfaltu w kominie i durnego ryzykowania pożaru.
    Przy domu o jakim mówisz, utrata ciepłą przy -20 nie powinna przekraczać 2, max. 3 Kw.
    Ile odprowadzi płaszcz wodny to mocno kwestia konstrukcji, a przy robieniu "na oko" nawet kompletnego przypadku. Bezpiecznie można przyjąć ok 50%.
    Jak mi się wydaje, trudno jest podtrzymać prawidłowe spalanie o mocy mniejszej niż ok 5 kW, więc przy takim domu z definicji najmniejszy możliwy do dostania piec będzie z definicji za duży i będzie podgrzewał cały dom w nieprzyjemnie szybki sposób.
    Alternatywa polega na tym, że bierzesz kogoś kto to wszystko rozumie (nie obsługę spawarki tylko proces spalania) i robisz poważną rzecz na zamówienie. Albo może da się dostać w krajach, gdzie takie rzeczy projektują poważni ludzie, a nie Wiesiek ze spawarką. Przyznam, że ja nawet chętnie bym taki piecyk spróbował zrobić. Problemy generalnie rozumiem, wiem jak szukać rozwiązań, więc pewnie po zmarnowaniu materiału na 10 takich i kilku tygodni pracy coś dobrze działającego bym zrobił. Ale generalnie większy bufor wyjdzie taniej i dużo lepiej.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *