A po co ci to?

Dom ma zwiększyć komfort naszego życia. Czyli ma być większy, wygodniejszy, dawać coś ekstra w stosunku do mieszkania w mieście. Mieszkanie już mam, raczej duże i w dobrym standardzie. Nie musimy się przeprowadzić do małego miasteczka z dużego miasta z powodu ciasnoty. Ponieważ komfort życia ma wzrosnąć, to koszty, tak finansowe jak i czasowe, muszą być zbliżone do dotychczasowych. Kredyt na dom zamierzam spłacić przez wynajem mieszkania, ale pozostałe koszty powinny być niższe niż w Krakowie. Czyli poniżej 7000 zł rocznie.

Powody dla których przeprowadzamy się w Bieszczady opisałem w pierwszej notce tego bloga. Poza tam wymienionymi dodać muszę jeszcze jeden - Moja Pani ma już tam ziemię z opcją dokupienia przylegającej działki w całkiem rozsądnej cenie.

Pozostałe przewagi domu nad mieszkaniem muszę zawrzeć w projekcie domu, wynikają one z potrzeb mojej rodziny. Niestety nie zaliczam się do kilku procent najbogatszych Polaków, budowa domu będzie dla nas potężnym, finansowym i organizacyjnym wyzwaniem. Wybór projektu pod wpływem impulsu byłby głupotą.

Jak na warunki polskie całkiem dobrze zarabiam. Ale swoją pensją nie zaimponował bym kasjerce z berlińskiego supermarketu... Czyli koszty budowy muszę utrzymać w ryzach. W zasadzie w tym celu powstał ten blog – ma mi pomóc w znalezieniu i dokładnym przeanalizowaniu technik i rozwiązań, które spełnią nasze potrzeby i będzie mnie równocześnie na nie stać. Najwięcej zaoszczędzę, tak przy budowie jak i eksploatacji, dzięki dobrze przemyślanemu projektowi. Który to muszę też dopasować do lokalnego planu zagospodarowania terenu, warunków gruntowych, pogodowych oraz kształtu i położenia działki.

Wiele osób, z przyczyn finansowych decyduje się na budowę możliwie tanio, ignorując koszty eksploatacji. A potem rozpacz, bo koszty mediów, zwłaszcza ogrzewania, wykańczają finansowo rodzinę. Zwłaszcza kiedy ta „tania” budowa wcale nie okazuje się taka tania... Dlatego koszt domu liczę jako koszt budowy + koszt 7 letniego użytkowania.

O błędach w lokalizacji napisano już wiele, nie będę się powtarzał, zwłaszcza że lokalizację już mam wybraną. Nie jest idealna, ale chęci trzeba czasem ograniczyć do możliwości. Najważniejsze, że uniknąłem zarówno „domku na prerii” jak i problemu smogu.

Nasz przyszły dom ma być w miarę możliwości prosty w obsłudze. Nie mam zamiaru przeprowadzić się do taniego domu, który będzie ode mnie wymagał, bym pracował przy nim na pełen etat jako palacz, a po godzinach jako pracownik rolny, sprzątacz i „złota rączka”. Z góry skreślam wszystkie urządzenia i rozwiązania które wymagają poświęcania im dużych ilości czasu. W miarę możliwości zamierzam też dom zautomatyzować.

Chcę by dom był ekologiczny. W granicach zdrowego rozsądku oczywiście. Z założenia będzie to dom o niskim zapotrzebowaniu na energię, zbliżony do standardu domu pasywnego, z pewnymi elementami domu autonomicznego. To samo w sobie sprawi, że dom będzie bardziej ekologiczny niż większość obecnie istniejących i budowanych. Co więcej – będzie dzięki temu tani w utrzymaniu, a jak wykażę w kolejnych wpisach – relatywnie tani w budowaniu. Nie będę jednak stosować kosmicznie drogich i nieopłacalnych rozwiązań jak gruntowa pompa ciepła, tylko dlatego, że mają nalepkę EKO. Przymiotnik ekologiczny jest nadużywany przez specjalistów od marketingu, stawiać więc będę na technologie nie tyle ekologiczne, co przyjazne dla środowiska.

W kolejnym wpisie będzie o założeniach domu bardziej szczegółowo, czyli ile sypialni, jaki salon, ile łazienek i tym podobne nudne szczegóły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *